Cydrowy biznes jednak miał dość do skutku. Co było ekscytujące, ale też przerażające. Bo prawdę mówiąc, nie wiedziałam o produkcji alkoholu tyle, by samemu się w to angażować. Ufałam Samuelowi, pewnie wiedział, co robi. Sama nie chciałam sprawiać pozoru specjalisty. We wszystkich rozmowach na ten temat brałam bierny udział, przytakując im tylko i przyjmując wszelkie przydziały pracy, jakie byłam w stanie zrobić.
Już jutro mieliśmy zacząć pracę. Ale Lysander w pewnym momencie zniknął z domu i nie wrócił na noc. Trochę mnie to zmartwiło, ale był odpowiedzialnym człowiekiem i nie poszedłby spać w rowie przed tak wielkim dniem.
Szybko zasnęłam. A gdy wstałam, ubrałam się i zeszłam na dół i odetchnęłam z ulgą. Lysander był w domu, a wraz z nim Samuel i... ???
Zamarłam w bezruchu. Czy wspominali o dodatkowej osobie? Kto to był? Zdecydowanie nie mogłam ich teraz obudzić. Poruszona falą lęku, cichutko czmychnęłam do kuchni i ostrożnie przygotowałam sobie coś do jedzenia. Niedługo później oni też się obudzili. Zrobiło się głośno, aż dziwnie, bo przecież w tym domu zazwyczaj panuje niesamowity spokój. Samuel wniósł ogromne pokłady energii, ale mi to nie przeszkadzało. Podczas uwijania się nad owsianką i herbatą, udało mi się złapać za okulary, które trzymałam na komodzie przy drzwiach wyjściowych. Chociaż przy Samie i Lysandrze czułam się swobodnie z odkrytą twarzą, wolałam nie straszyć nowego kolegi. Chociaż ten poziom swobody był niczym w porównaniu z tym, jak sprawnie ta dwójka ogarniała poranek. Jak gdyby wspólne rozpoczęcie dnia i przygotowanie pracy było ich rutyną.
Z tego powodu żaden z nich nie raczył poruszyć nurtującego mnie pytania, czyli, kim, na zakręcony ogonek Tatusia Świnki, jest ten trzeci chłopak!?
Rzucałam mu ukradkowe spojrzenia spod moich wielkich okularów przeciwsłonecznych. Wydawał się jeszcze bardziej zagubiony niż ja. W końcu miałam tą przewagę, że byłam na "swoim" terenie. Poza tym, wyglądał, jakby był z zupełnie innego świata. Sam idealnie pasował do sceny rodzajowej, jaka się tu rozgrywała. Lysander też, aczkolwiek, gdybym go nie znała, mogłabym twierdzić inaczej. A ten trzeci chłopak również wyglądał zbyt artystycznie, żeby bawić się w cydrowanie.
Gdy Sam z pasją rzucił się na noże, a Lysander poszedł po miód, podeszłam ostrożnie do nieznanego przybysza.
— Uhm... Ehm... Jestem Ula tak w ogóle... — przedstawiłam się, cała czerwona na twarzy. Było mi niesamowicie niezręcznie. Bo w końcu kręciliśmy się tu obok siebie już z godzinę, a dopiero teraz nadszedł moment przedstawienia. Ale lepiej później, niż wcale. Nie mogłam udawać, że go tu nie ma. Szczególnie, że sam sprawiał wrażenie, jakby jego dusza ewaporowała się z każdą sekundą. Skłoniłam się lekko, żeby mieć pretekst do nie patrzenia mu w twarz.
Fit