Ger nie zamierzała łączyć swej przyszłości z żadną nudną posadką, dlatego też nie przejmowała się ewentualnymi konsekwencjami swojego dosyć mocno narwanego charakteru. Wychowano ją tak, żeby na zagrożenie reagować szybko, kiedy tylko jakieś wyczuwała. Tak zdarzyło się i w tej chwili, działała instynktownie jak na przyszłą łowczynię przystało. Koleżka nie miał z nią najmniejszych szans, była tego pewna już zanim zaatakowała, bardzo dużo czasu poświęcała najróżniejszym treningom fizycznym, bo ciało było jej świątynią i przyszłym narzędziem pracy.
Pewnie byłoby jej trudniej, gdyby Millie również nie zareagowała i nie ogarnęła tego drugiego Ślizgona, ale przyjaciółka była czujna, szybo przeszła do rzeczy. Problem praktycznie sam się rozwiązał, no z delikatną pomocą siły, ale to było mało istotne. To był sposób, w który najbardziej lubiła ogarniać takie sytuacje.
- Za tydzień na meczu bardzo chętnie wsadzę im trzonki miotły w dupska. - Powiedziała, kiedy wreszcie oderwała się od tego typa, co go przygwoździła do ziemi. Nie wyglądał dobrze, miała wrażenie, że jeszcze moment, a by się rozpłakał. Zabawne, jak szybko zmieniła się sytuacja.
- Spierdalajcie stąd, tylko szybko, bo mam jeszcze chęć wam przydzwonić. - Wydawało się, że ona zupełnie nie przejmowała się tym, że mogą powiedzieć coś prefektom, bo czy to byłby pierwszy raz? No nie. Zresztą zrobiła to, co było słuszne, nikt nie będzie obrażał Moody na jej warcie, nie ma takiej opcji.
Nie musiały dwa razy powtarzać, bo chłoptasie w podskokach zaczęli zmierzać w kierunku szkoły. Najwyraźniej ich lekcja do nich dotarła. Wreszcie mogła zająć się przyjaciółką. - Wiesz, że tak pierdolą, bo nie mają się czego czepić? - Spoglądała na nią, żeby zobaczyć, czy faktycznie ją wkurwił ten komentarz, czy spłynie po niej jak po kaczce.