-Hm... W moim rodzinnym domu nie było miejsca na dyskusje. Wszystko było tak, jak kazał mój ojciec - a wcześniej jego ojciec. -Raz złamałem jedną z jego zasad. Po karze długo nie chciałem wchodzić do tamtego pokoju. Później, kiedy w końcu się przełamałem, moja mama kryła mnie przed nim i starszym bratem.
Nie powiedział nic więcej, jedynie przyglądał się z zainteresowaniem roślinom. Jego rodzina była dziwna, co tu dużo mówić. Jego ojciec był dziwny. Miał swoje dziwne zasady i przekonania i gniewał się i karał swoją rodzinę, gdy ktoś odważył się powiedzieć mu "nie". Teraz gdy Nikolai mieszkał ze stryjem i każdym dniem widział coraz więcej różnic między Rosją a Anglią, widział również, jak nielogiczne były te zasady. Można by powiedzieć, że szok kulturowy zaczynał otwierać mu oczy.
Dlaczego tutaj chłopcy zajmowali się rzeczami, które zarezerwowane były dla dziewcząt? Dlaczego dziewczęta podejmowały męskie zadania? Dlaczego właściwie coś były "męskie" lub "dziewczęce"? Dlaczego chłopcy nie mogli uprawiać roślin i tylko dziewczęta mogły grać na instrumentach? Nie były to zasady, które do głów tłukli nauczyciele Koldovstoretz (poza klasyfikacją zielarstwa), a właśnie Vitalii. Dlaczego? Jaki to miało sens?
-To jest niesamowite - powiedział z szerokim, szczerym uśmiechem. -Och, mój ojciec wpadłby w furię, gdyby dowiedział się, że odwiedzam... mugolskie... miejsca - zaciął się na chwilę, upominając się w myślach, że tu, w Anglii, powinien zważać na słowa.
Określenia, którymi posługiwał się Vitalii, i których uczył swoich dzieci, jako "prawidłowych określeń", nie były w Anglii akceptowalne, o czym Vladimir powiadomił go zaraz po tym, jak przenieśli się z portu do Doliny Godryka. Vladimir już dawno odciął się od dziwnych doktryn swojej familii i tak samo próbował odciąć od nich swojego drugiego bratanka, którego Vitalii nie zdążył tak zepsuć, jak swojego pierworodnego.
-Gdybym chciał mordować, na pewno wiedziałbym, jak chować ciała - pozwolił sobie na kolejny "żarcik".
Gdyby jednak wiedział, jakie rzeczy widziała Brenna... Z czym musiała się mierzyć i co było jej wpajane, z pewnością powstrzymałby się przed takimi żartami, ze zwykłego szacunku do niej. Nie był jednak tego świadomy i pozostawało mieć nadzieję, że nie popełni żadnej poważnej gafy.
-Tak! - odpowiedź na propozycję zobaczenia ciekawszych egzemplarzy roślin padła niemal natychmiast, jak Brenna skończyła mowić.
W to "tak" włożył cały swój entuzjazm, ciekawość i bunt, który rósł w nim, odkąd ojciec powiedział mu, że nie może robić rzeczy, które robiła jego matka (niektóre i tak robił, tuż za jego plecami).