27.03.2024, 21:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2024, 22:12 przez Samuel McGonagall.)
– Przyznam szczerze, że nie wiedziałem go od czasu gdy dał mi tę robotę i potem pomógł przy heblowaniu desek. – Pomógł, było zdecydowanie słowem mocno na wyrost. Jego zleceniodawca bowiem zmasakrował jedną deskę i szczęśliwie nie zabrał się za kolejną. Ale przyniósł tłustą jajecznicę, chwilę porozmawiał i sprawił, że dzień w finalnym rozrachunku był milszy pomimo konieczności z rozmawianiem z kimkolwiek. Zazwyczaj kiedy jego pracodawcy próbowali z nim rozmawiać, to nie kończyło się to najlepiej, przynajmniej nie dla niego wieczorem, gdy rozpamiętywał dziwne pytania na które nie potrafił odpowiedzieć i nie był pewien czy może na nie nie odpowiadać.
– Czy ja wiem, czy nie da? Do zależy, jak bardzo starzy są i jakie choroby toczą ich pod skórą. Zależy też co dmucha, bo czasem przychodzą takie wichury... Łatwo wtedy, że i najmocarniejsze drzewo, mające sto i dwieście lat obali się pod naporem wiatru. Jeśli stoi w odpowiednim miejscu, jeśli jest osamotnione. – drzewa w gromadzie tylko się pochylały, oddały pokłon Tarnisowi. Ale bądź sam pożarem... Samuel chociaż od kilku miesięcy spędzał więcej czasu z ludźmi niż przez całe swoje życie, tęsknił za Knieją. Czuł, że jeden podmuch byłby w stanie go zmieść bez najmniejszego problemu.
Wzdrygnął się na tą myśl, choć przecież wcale nie był stary.
– Koty, koty lubią myśleć. – odparł tonem znawcy, choć po prawdzie jedynym kotem, którego znał dobrze, to było kocie wcielenie jego matki. Z drugiej strony żywot na pół zdziczałej chimery sprawiał, że dość trudno było zaznaczyć to miejsce w którym kończył się człowiek a zaczynało zwierzę. Zwierzęta.
–... a niektórym kotom całkiem nieźle wychodzi mówienie. Jest taki ród, który... mmm... który ma jakąś tajną przez poufną możliwość rozwiazywania kotom języka. Może mogłabyś dogadać się z kimś...– tu umilkł na moment rozmyślając przez chwilę nad ciągiem skojarzeń, który płynął mu z tego tytułu przez głowę. – W Londynie jest taka klubokawiarnia, prowadzona przez panią, która ma takie koty. Może się tam przejdziesz kiedyś z Karlem i gadający kot tej pani przekona go do przyjęć, a Ty będziesz mogła sobie porozmawiać ze zwierzakiem tak no... – "tak na prawdę" pomyślał, ale nie dokończył. – Co o tym myślisz?
– Czy ja wiem, czy nie da? Do zależy, jak bardzo starzy są i jakie choroby toczą ich pod skórą. Zależy też co dmucha, bo czasem przychodzą takie wichury... Łatwo wtedy, że i najmocarniejsze drzewo, mające sto i dwieście lat obali się pod naporem wiatru. Jeśli stoi w odpowiednim miejscu, jeśli jest osamotnione. – drzewa w gromadzie tylko się pochylały, oddały pokłon Tarnisowi. Ale bądź sam pożarem... Samuel chociaż od kilku miesięcy spędzał więcej czasu z ludźmi niż przez całe swoje życie, tęsknił za Knieją. Czuł, że jeden podmuch byłby w stanie go zmieść bez najmniejszego problemu.
Wzdrygnął się na tą myśl, choć przecież wcale nie był stary.
– Koty, koty lubią myśleć. – odparł tonem znawcy, choć po prawdzie jedynym kotem, którego znał dobrze, to było kocie wcielenie jego matki. Z drugiej strony żywot na pół zdziczałej chimery sprawiał, że dość trudno było zaznaczyć to miejsce w którym kończył się człowiek a zaczynało zwierzę. Zwierzęta.
–... a niektórym kotom całkiem nieźle wychodzi mówienie. Jest taki ród, który... mmm... który ma jakąś tajną przez poufną możliwość rozwiazywania kotom języka. Może mogłabyś dogadać się z kimś...– tu umilkł na moment rozmyślając przez chwilę nad ciągiem skojarzeń, który płynął mu z tego tytułu przez głowę. – W Londynie jest taka klubokawiarnia, prowadzona przez panią, która ma takie koty. Może się tam przejdziesz kiedyś z Karlem i gadający kot tej pani przekona go do przyjęć, a Ty będziesz mogła sobie porozmawiać ze zwierzakiem tak no... – "tak na prawdę" pomyślał, ale nie dokończył. – Co o tym myślisz?