- Zobaczymy, jakoś ci nie ufam. - Mruknęła jeszcze cicho do Erika, żeby nie dać mu ostatniego słowa. Całkiem typowe dla nich było to, że kiedy się kłócili to szło to praktycznie na noże. Nie był to pierwszy raz, tyle, że tym razem była zamieszana w to również ta dziwna magia związana z Beltane, przez co nie do końca chyba panowali nad tym co robili, bo pamiętała, jak na nią działał rytuał, pamiętała, jak bardzo bała się o przyjaciela wtedy, kiedy znajdował się w niebezpieczeństwie. Właściwie to nawet w głębi duszy cieszyła się trochę, że tym razem to ona utarła mu nosa, bo raczej nie miewała podobnych przygód, była tą raczej bierną stroną rytuału, która zdecydowanie więcej przeszła zważając też na to, że jej partner miał bardziej ryzykowną pracę.
Upiła łyk swojej herbatki, poczuła, że coś smyra ją po ramieniu, odwróciła się gwałtownie, jednak nic nie zobaczyła. Nie było za nią nikogo, czyżby zmysły płatały jej figle?
- Postaram się coś zrobić, na szybko, jak skończymy jeść. - Powiedziała jeszcze do Hardwicka, nie było to dla niej specjalnie problematyczne, chwila moment, a stworzy im jakiś eliksir, który uleczy wszystkie strapione ciała, gorzej było z duszą.
Mimowolnie spojrzała na Sama, gdy Thomas wspomniał, że lekarstwo przyda się większej ilości osób. Widziała, że czuje się nieswojo. Nie czuła się z tym dobrze, tyle, że też nie bardzo wiedziała, co powinna zrobić. Nie mieli szansy porozmawiać, co było dość istotne, a tutaj, tutaj było zbyt wiele osób, co najgorsze większa część z nich wiedziała, że coś się w nocy wydarzyło. Nie mogła sobie pozwolić na to, żeby pewne fakty wyszły na światło dzienne. Nie planowała tego, mogło to bardzo, ale to bardzo skomplikować jej stabilne życie, bała się, że tajemnice przestaną istnieć, a nie chciała tego. Nie była gotowa na przewrócenie swojego życia do góry nogami, chociaż zastanawiała się, czy nie powinna wreszcie z kimś o tym porozmawiać, bo okazało się, że Sam w najbliższym czasie będzie gdzieś obok, a bywała tu również Mabel. To było dla niej za dużo jak na jeden poranek, potrzebowała czasu na przemyślenia.
Na umknęło jej to, że Thomasa zaatakowały jakieś dziwne siły wyższe, ktoś rzucił w niego jabłkiem, ale tak trzema? Od razu? Mrugnęła dwa razy, żeby dokładnie zarejestrować sytuację, jednak zupełnie tego nie rozumiała. Na całe szczęście skutecznie oderwało ją to od natłoku myśli.
Morpheus podniósł się z krzesła, przeniosła na niego swoje spojrzenie, nie wyglądał jednak specjalnie podejrzanie, zupełnie nie złapała aluzji związanej z deską, zresztą nie widziała, z kim właściwie wujek spędzał wieczór, nie skupiała się na tym zupełnie.
- Już patrzę. - Przesunęła w swoją stronę kwiatka, którego chciała pokazać jej Brenna. Zerknęła na niego swoim eksperckim okiem, jednak nie przypominał niczego, co znała, a wiedzę o roślinach miała naprawdę sporą. - Nie znam tego gatunku, co jest dosyć dziwne, sprawdzę w swoich księgach, czy mogę go ze sobą zabrać? - Na pewno w ten sposób będzie jej łatwiej zidentyfikować roślinę.