Co to był za kot, że zawsze musiał mieć ostatnie słowo... Norka nie wchodziła z nim w dalszą dyskusję, bo nie miało to większego sensu, nic nie wskóra, mogła mieć jedynie nadzieję, że nie będzie mieszał Mabel za bardzo w głowie, chociaż też nie spodziewała się cudów. Salem był zdecydowanie mniej krnąbrny, kiedy go dostała, ale też był dużo młodszym kotem, kiedy ich życia się połączyły, a Lady, cóż, Lady była kocim dzieciakiem, którego musiała zacząć wychowywać.
- Nie, zdecydowanie nie więcej. - Zareagowała dosyć szybko, aby wybić jej ten pomysł z głowy. - To może być znak, że ktoś powinien zostać ze mną, tutaj. - Cztery pluszaki to dosyć spory zestaw, jak na taki wypad, nie miała zamiaru jednak zbyt długo się spierać, bo wiedziała, że to może pogorszyć sytuację.
Westchnęła jedynie ciężko, nic z jej prób przekonywania jej, jakoś będą musiały upchnąć całość, Nora nie była specjalnie asertywna. - Pomogę ci je wszystkie jakoś zapakować. - Powiedziała jeszcze. Zdecydowanie ubrania przydadzą jej się bardziej na tych małych wakacjach niż ta wesoła ekipa pluszaków, ale jakoś sobie poradzą.
Obserwowała Mabel zza jej pleców, kiedy dodawała żołtka do miski, robiła to całkiem zgrabnie, co naprawdę ją cieszyło, nie miała pojęcia, kim będzie chciała zostać w przyszłości, ale uważała akurat gotowanie za całkiem przydatną umiejętność, cieszyło ją to, że póki co próbuje w nim swoich sił. Miło się na to patrzyło, sama też w jej wieku spędzała czas na pomaganiu babci. Sięgnęła po drewnianą szpatułkę i wręczyła ją córce. - Teraz mieszaj, energicznie. - Oczywiście, że jej nie wyręczy.