28.03.2024, 00:13 ✶
Lubił takich kelnerów jak ten chłopak. Przyjemny w rozmowie i nie zadający zbędnych pytań, zwłaszcza o oczywistości. Nie robiący też z niczego problemów. Lubił takich ludzi. Chociaż czy mógł go do nich zaliczyć? O ile nigdy więcej się nie spotkają, to owszem. To właśnie była magia relacji międzyludzkich, wszystko stało pod znakiem zapytania, chyba że nastał definitywny koniec. A ten zwykle tworzyła śmierć. Nie żeby mu odbiło i zamierzał kogoś zabijać, ale to była całkiem interesująca dygresja.
Zerknął na Azjatę i pokiwał lekko głową. A to też było ciekawe, przedtem chyba nie zwrócił uwagi. Przyjechał? Rodzina mieszkała tu od pokoleń? Chyba nie wypadało pytać.
— To chyba jak wszędzie — wymruczał swoją odkrywczą uwagę i ponownie zajrzał do szklanki. — Chyba nie... Nigdy nie zwracałem na to uwagi... — Zmarszczył brwi w zastanowieniu, po czym wzruszył ramionami. — Ale jak kiedyś zobaczę, będę o tobie pamiętał — dodał z lekkim uśmiechem i pociągnął łyk whisky.
Zerknął na tłum przed telewizorem i aż zmrużył oczy w odpowiedzi na ich wrzask uwielbienia. Ewidentnie ktoś właściwy strzelił gola.
— Ja pierdolę... — skomentował Felician, nie bardzo przejmując się głośnością swoich słów, a być może powinien.
Jeden z kibiców odwrócił się ze zmarszczonymi brwiami.
— A ten co, naszych nie popiera? — warknął donośnie.
— Daj mi spokój. — Hollow machnął ręką i chciał wrócić do picia, ale facet aż wstał ze stołka.
— A jak nie, to co? Jankes pieprzony, nie chcemy tu takich! — odpyskował chłop i splunął na podłogę, gdzie odruchowo powędrowała wzrok Feliciana.
A więc z to Amerykanami grają.
— Jankesi nie istnieją od...
— Nie słyszałeś? Spadaj!
Facet zakasał rękawy, a Felician wyprostował się z wolna na stołku. Nie wiedział, co zrobić. Chyba nie chciało mu się wierzyć, że ktoś może chcieć się pobić o tak idiotyczny powód.
Zerknął na Azjatę i pokiwał lekko głową. A to też było ciekawe, przedtem chyba nie zwrócił uwagi. Przyjechał? Rodzina mieszkała tu od pokoleń? Chyba nie wypadało pytać.
— To chyba jak wszędzie — wymruczał swoją odkrywczą uwagę i ponownie zajrzał do szklanki. — Chyba nie... Nigdy nie zwracałem na to uwagi... — Zmarszczył brwi w zastanowieniu, po czym wzruszył ramionami. — Ale jak kiedyś zobaczę, będę o tobie pamiętał — dodał z lekkim uśmiechem i pociągnął łyk whisky.
Zerknął na tłum przed telewizorem i aż zmrużył oczy w odpowiedzi na ich wrzask uwielbienia. Ewidentnie ktoś właściwy strzelił gola.
— Ja pierdolę... — skomentował Felician, nie bardzo przejmując się głośnością swoich słów, a być może powinien.
Jeden z kibiców odwrócił się ze zmarszczonymi brwiami.
— A ten co, naszych nie popiera? — warknął donośnie.
— Daj mi spokój. — Hollow machnął ręką i chciał wrócić do picia, ale facet aż wstał ze stołka.
— A jak nie, to co? Jankes pieprzony, nie chcemy tu takich! — odpyskował chłop i splunął na podłogę, gdzie odruchowo powędrowała wzrok Feliciana.
A więc z to Amerykanami grają.
— Jankesi nie istnieją od...
— Nie słyszałeś? Spadaj!
Facet zakasał rękawy, a Felician wyprostował się z wolna na stołku. Nie wiedział, co zrobić. Chyba nie chciało mu się wierzyć, że ktoś może chcieć się pobić o tak idiotyczny powód.