28.03.2024, 14:32 ✶
Nie było co tego ukrywać - Crow był człowiekiem cholernie łatwym, a charyzmatyczny, otwarty chłopaczyna nie musiał robić zbyt wiele, żeby wywołać na jego twarzy lekki rumieniec. Tak, miał na własność dwie o wiele ładniejsze ślicznotki niż O'Dwyer, ale co z tego, skoro miał dzisiaj jeden z tych dni, kiedy nie był ze sobą do końca okej, a poza tym zaczerwienione policzki i szyja to tylko kropla w morzu rzeczy, jakie odwalił w to lato. Byle popełniać błędy parzyście, bo dwa minusy dają plus. Czy Leo był w jego percepcji przygłupi i stuknięty? Tak. Ale był też wesoły i tańczył, a jego smutne jak pizda życie zachęcało do budowania relacji z osobami mogącymi je nieco osłodzić, jeżeli za rok miał nie skończyć wisząc na linie w czyjejś szafie.
- Zadowolić to ja cię mogę nie tylko muzyką - poprawił te swoje kruczoczarne loki, odgarniając je z twarzy, ale to było oczywiste, że jeżeli tylko poruszy głową nieco intensywniej, to znów na nią opadną. Musiały go denerwować - praktycznie całe życie chodził z przynajmniej częściowo ogoloną głową, a teraz paradował w niemalże długich włosach, ale skoro poświęcał im czas, żeby wyglądały ładnie, to sugerował otoczeniu, że nie zamierzał ich ścinać. W rzeczywistości... chciał je przyciąć, przynajmniej trochę. Chociaż minimalnie, żeby przestały mu aż tak przeszkadzać, ale nie na tyle, żeby Bletchley zacisnął pięść z rozpaczy na widok Flynna przekraczającego próg jego mieszkania. - A umiesz mruczeć? - Uniósł w górę brwi. Dwie najbliższe mu osoby nazywały go kotem, teraz kotem nazwał się O'Dwyer. Co wszyscy mieli z tymi kotami...? I czy to znaczyło, że byli do siebie w jakiś sposób podobni? On też się tak ruszał? Wątpił. Nie mówił też tak otwarcie i wesoło. Flirtował też na innym poziomie, jego dusza rezonowała głównie z osobami głęboko skrzywdzonymi przez los...
- Czy to znaczy, że nie zjadłbyś czekoladek z dupy poltergeista? - Oczywiście, że by to zeżarł. Jak nie on to kto? - Pytam, bo może ktoś cię tu jednak podstawił, a to znaczy, że po wypiciu tego zostało mi niewiele życia. - Pierw chwycił za szklankę, dopiero później zmrużył oczy, patrząc na to radio. Nie było mugolskiej konstrukcji, nie było sensu podłączać go do prądu. Upił kolejne dwa spore łyki, a później odetchnął. I mimo zaczerwienienia i wcześniejszego flirtu, przestał spoglądać na tego tańczącego do nicości kotka, bo takie naprawy należały do wąskiego grona rzeczy, jakie Flynn naprawdę lubił robić i nie nauczył się tego tylko ze względu na Fontaine. Podniósł się na tym stołeczku barowym, żeby wyciągnąć przypięte do paska kombinerki i nóż ukryty w skórzanym pokrowcu. Położył je na blacie jak gdyby nigdy nic, ale wpierw odpalił to radio, żeby zobaczyć na własne oczy, co właściwie nie działało.
Odkryj wiadomość pozafabularną
- Zadowolić to ja cię mogę nie tylko muzyką - poprawił te swoje kruczoczarne loki, odgarniając je z twarzy, ale to było oczywiste, że jeżeli tylko poruszy głową nieco intensywniej, to znów na nią opadną. Musiały go denerwować - praktycznie całe życie chodził z przynajmniej częściowo ogoloną głową, a teraz paradował w niemalże długich włosach, ale skoro poświęcał im czas, żeby wyglądały ładnie, to sugerował otoczeniu, że nie zamierzał ich ścinać. W rzeczywistości... chciał je przyciąć, przynajmniej trochę. Chociaż minimalnie, żeby przestały mu aż tak przeszkadzać, ale nie na tyle, żeby Bletchley zacisnął pięść z rozpaczy na widok Flynna przekraczającego próg jego mieszkania. - A umiesz mruczeć? - Uniósł w górę brwi. Dwie najbliższe mu osoby nazywały go kotem, teraz kotem nazwał się O'Dwyer. Co wszyscy mieli z tymi kotami...? I czy to znaczyło, że byli do siebie w jakiś sposób podobni? On też się tak ruszał? Wątpił. Nie mówił też tak otwarcie i wesoło. Flirtował też na innym poziomie, jego dusza rezonowała głównie z osobami głęboko skrzywdzonymi przez los...
- Czy to znaczy, że nie zjadłbyś czekoladek z dupy poltergeista? - Oczywiście, że by to zeżarł. Jak nie on to kto? - Pytam, bo może ktoś cię tu jednak podstawił, a to znaczy, że po wypiciu tego zostało mi niewiele życia. - Pierw chwycił za szklankę, dopiero później zmrużył oczy, patrząc na to radio. Nie było mugolskiej konstrukcji, nie było sensu podłączać go do prądu. Upił kolejne dwa spore łyki, a później odetchnął. I mimo zaczerwienienia i wcześniejszego flirtu, przestał spoglądać na tego tańczącego do nicości kotka, bo takie naprawy należały do wąskiego grona rzeczy, jakie Flynn naprawdę lubił robić i nie nauczył się tego tylko ze względu na Fontaine. Podniósł się na tym stołeczku barowym, żeby wyciągnąć przypięte do paska kombinerki i nóż ukryty w skórzanym pokrowcu. Położył je na blacie jak gdyby nigdy nic, ale wpierw odpalił to radio, żeby zobaczyć na własne oczy, co właściwie nie działało.
Pociągowy.
@The Overseer
@The Overseer Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.