28.03.2024, 16:39 ✶
- Hm, to po prostu znaczy, że wszystkie dzieci chcą uwagi rodziców. Trzeba na to aż badań? - zdziwiła się Brenna. Była od Isaaca młodsza i słabiej zaznajomiona z mugolskim światem: swoją wiedzę czerpała głównie z powieści, a Alicja w Krainie Czarów czy Władca Pierścieni nie były lekturami, które mogły dobrze zapoznać ją z niemagicznym społeczeństwem. Jej sytuacja rodzinna też bardzo różniła się od tej Bagshota. - Poza tym... to mugole. Dzieciak, który nie idzie do Hogwartu, na pewno nie jest z tego powodu szczęśliwy - zauważyła. Owszem, zostawał z rodzicami, ale co z tego? Był odcięty od naprawdę kompleksowej edukacji, tracił szansę na wykonywanie wielu zawodów, nie zawierał znajomości, które mieli wszyscy inni. Omijała go przygoda w niezwykłej szkole, gdzie magii było pełno na każdym kroku.
- Ja zawsze mam rację - odparła z bezczelnością kogoś, kto racji często nie miewał. - I to ty mnie nazywasz ziemniakiem - przypomniała na jego uwagę co do domniemanej wredności. Nie wydawało się jednak, aby przezwisko w jakikolwiek sposób ją dotykało: przy takim nazwisku i sklonności do pchania nosa w nie swoje sprawy ziemniaczek było akurat jednym z łagodniejszych, z jakimi się zetknęła. Nijak nie zareagowała i na złapanie za nos - sama nieraz pchała tak łapy do koleżanek i kolegów, więc niezbyt jej przeszkadzały żartobliwie gesty tego typu.
- Pewnie, że nie. Ja nie popadam w smutek i rozpacz. Życie jest na to za krótkie - odparła lekceważąco. - Na mugoloznastwo nie chodzę. Największy błąd mojego życia, że zamiast tego wybrałam numerologię - westchnęła, spoglądając na jeden z podręczników. - Pewnie, że nie będę, bo już tę książkę przestudiowałam od deski do deski... złapałam ją tak jakoś w dzikim szaleństwie. Ale muszę opanować materiał z tych wszystkich nudnych wojen goblinów, żeby zdać egzamin semestralny. Nie mam pojęcia, dlaczego Binns tak kocha akurat rebelie goblinów.
- Ja zawsze mam rację - odparła z bezczelnością kogoś, kto racji często nie miewał. - I to ty mnie nazywasz ziemniakiem - przypomniała na jego uwagę co do domniemanej wredności. Nie wydawało się jednak, aby przezwisko w jakikolwiek sposób ją dotykało: przy takim nazwisku i sklonności do pchania nosa w nie swoje sprawy ziemniaczek było akurat jednym z łagodniejszych, z jakimi się zetknęła. Nijak nie zareagowała i na złapanie za nos - sama nieraz pchała tak łapy do koleżanek i kolegów, więc niezbyt jej przeszkadzały żartobliwie gesty tego typu.
- Pewnie, że nie. Ja nie popadam w smutek i rozpacz. Życie jest na to za krótkie - odparła lekceważąco. - Na mugoloznastwo nie chodzę. Największy błąd mojego życia, że zamiast tego wybrałam numerologię - westchnęła, spoglądając na jeden z podręczników. - Pewnie, że nie będę, bo już tę książkę przestudiowałam od deski do deski... złapałam ją tak jakoś w dzikim szaleństwie. Ale muszę opanować materiał z tych wszystkich nudnych wojen goblinów, żeby zdać egzamin semestralny. Nie mam pojęcia, dlaczego Binns tak kocha akurat rebelie goblinów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.