28.03.2024, 17:02 ✶
– W porządku? – spytała Brenna, spoglądając na Olivię z troską. Ta teleportację opanowała stosunkowo późno i najwyraźniej bardzo źle ją znosiła. Nie, żeby ona jedna – wiele osób nawet po egzaminach wolało się nie teleportować, czy to z obawy przed rozszczepieniem, czy ze względu na żołądek właśnie – a teraz „skoczyły” na całkiem sporą odległość. – Chcesz usiąść i odpocząć? – dopytała jeszcze, grzebiąc po kieszeniach w poszukiwaniu chusteczki, by podsunąć ją Olivii. Tak, trochę się spieszyła, ale pal licho, jakoś się wyrobi.
Dopiero kiedy Quirke wspomniała o zupełnie innej atmosferze, Brenna rozejrzała się wreszcie – zatrzymała na dłużej spojrzenie na okolicach ratusza, potem przebiegła wzrokiem po najbliższej okolicy. W kieszeni wciąż miała notatnik, ze wszystkimi nazwiskami, związanymi ze sprawą: czy trop mógł doprowadzić tutaj?
– Inaczej niż w Londynie, i inaczej niż w Dolinie Godryka – zgodziła się po chwili namysłu. Brenna wychowywała się w niewielkim miasteczku, więc inne powietrze nie robiło na niej wrażenia, ale już okolica wyglądała… wciąż trochę inaczej. Dolina nosiła jednak mocne związki ze światem magii, niektóre zabudowania tam były znacznie starsze, a poza niewielkim rynkiem i domami stojącymi w jego pobliżu, większość nieruchomości była rozrzucona po okolicy. – Ale mam wrażenie, że gdybym nie umiała się teleportować, umarłabym tutaj z nudów szybciej niż w Dolinie Godryka – dodała. – To… idziemy w stronę rynku i zaczepiamy po drodze ludzi wypytując o muzea i… hm, nie, o kupca i braci chyba nie ma sensu? Skoro oni umarli jakoś w XIX wieku, a to miasteczko chyba wygląda na takie trochę nowsze… – stwierdziła z zastanowieniem. Dylan mówił o roku 1820, wątpliwe, by ktokolwiek tutaj mógł słyszeć o nim albo o Eliaszu.
Goniły trochę wiatr w polu, ale Brenna robiła coś takiego nie po raz pierwszy. W końcu czy nie trafiła na tę sprawę tylko dlatego, że właśnie gnała za wiatrem – szukając informacji o człowieku, który zmarł bardzo dawno i z którym tak naprawdę nie miała wiele wspólnego?
Na razie Brenna stała, czekając aż Olivia poczuje się lepiej – dopiero wtedy była gotowa ruszyć dalej, by zacząć wypytywać przechodzące osoby o tutejsze muzea.
Dopiero kiedy Quirke wspomniała o zupełnie innej atmosferze, Brenna rozejrzała się wreszcie – zatrzymała na dłużej spojrzenie na okolicach ratusza, potem przebiegła wzrokiem po najbliższej okolicy. W kieszeni wciąż miała notatnik, ze wszystkimi nazwiskami, związanymi ze sprawą: czy trop mógł doprowadzić tutaj?
– Inaczej niż w Londynie, i inaczej niż w Dolinie Godryka – zgodziła się po chwili namysłu. Brenna wychowywała się w niewielkim miasteczku, więc inne powietrze nie robiło na niej wrażenia, ale już okolica wyglądała… wciąż trochę inaczej. Dolina nosiła jednak mocne związki ze światem magii, niektóre zabudowania tam były znacznie starsze, a poza niewielkim rynkiem i domami stojącymi w jego pobliżu, większość nieruchomości była rozrzucona po okolicy. – Ale mam wrażenie, że gdybym nie umiała się teleportować, umarłabym tutaj z nudów szybciej niż w Dolinie Godryka – dodała. – To… idziemy w stronę rynku i zaczepiamy po drodze ludzi wypytując o muzea i… hm, nie, o kupca i braci chyba nie ma sensu? Skoro oni umarli jakoś w XIX wieku, a to miasteczko chyba wygląda na takie trochę nowsze… – stwierdziła z zastanowieniem. Dylan mówił o roku 1820, wątpliwe, by ktokolwiek tutaj mógł słyszeć o nim albo o Eliaszu.
Goniły trochę wiatr w polu, ale Brenna robiła coś takiego nie po raz pierwszy. W końcu czy nie trafiła na tę sprawę tylko dlatego, że właśnie gnała za wiatrem – szukając informacji o człowieku, który zmarł bardzo dawno i z którym tak naprawdę nie miała wiele wspólnego?
Na razie Brenna stała, czekając aż Olivia poczuje się lepiej – dopiero wtedy była gotowa ruszyć dalej, by zacząć wypytywać przechodzące osoby o tutejsze muzea.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.