Określenie "surowe wychowanie" wydało się Nikolaiowi bardzo łagodne, teraz, gdy zaczynał życie w zupełnie innym miejscu, według zupełnie innych zasad i zaczynał dostrzegać, że może jednak Vitalii nie wychowywał swoich dzieci. On je zwyczajnie tresował, jak dawniej jego i Vladimira tresował ich ojciec.
"Tego nie rób"! "Tamtego nie rób"! "Mój syn nie będzie parał się takimi rzeczami"! "To jest niemęskie"! "Masz się uczyć tego"! "Siedź prosto"! "Mówisz za cicho"! "Nie patrz"! "Nie dotykaj"! I wiele, wiele innych zasad, którymi gdyby je spisać, można by zapewne zapełnić całą ścianę zamkowego korytarza. Z tego, co wiedział, rodzice jego szkolnych rówieśników również byli surowi, zwłaszcza wobec swoich synów, którzy w przyszłości mieli przecież przejmować ojcowskie obowiązki i dbać o przyszłość rodu, ale jego ojciec zbliżał się niebezpiecznie blisko granicy, której rodzic nigdy nie powinien przekroczyć, gdy w grę wchodziło wychowywanie dziecka.
Kolejny uśmiech rozgościł się na jego twarzy, gdy Brenna zaproponowała wycieczkę do "Kev Gardens", tak żeby "doprowadzić ojca do furii".
Poszedł dalej za nią, do następnego pomieszczenia, gdzie spotkali kolejnego pracownika szklarni. Słuchał ostrzeżeń Brenny, a mimo to wyciągnął rękę, by dotknąć jednej z roślin. Omal nie straciłby w ten sposób palca, gdyby chwilę później tę rękę odsunął. Najprawdopodobniej to była właśnie ta chińska kąsająca kapusta, o której wspominała Brenna.
-To zdecydowanie nie będzie moja ulubiona roślina - stwierdził, mierząc gryzące warzywo spojrzeniem pełnym oburzenia.
Dobra, Brenna go ostrzegała, że wchodzili właśnie do tej części szklarni, w której Sproutowie hodowali te magiczne, dziwne rośliny, ale nadal... To Coś Próbowało Go Ugryźć!
Oddalił się od tej nieszczęsnej kapusty i pochylił się nad doniczką, o której zawartości opowiadała teraz Brenna. Mandragora, tak? Skrzywił się, wyobrażając sobie leżące na stole niemowlę, nóż w swojej dłoni i stojący obok kociołek, w którym wesoło bulgotał sobie częściowo przygotowany eliksir, czekający tylko na dodanie ostatniego, wrzeszczącego składnika.
-Natura jest naprawdę dziwna.