28.03.2024, 21:56 ✶
Zaplute barowe moczymordy zdały się być zaskoczone, że ich miejski wymoczek nie skulił się ze strachu i nie narobił pod siebie. A dodatkowo zgodził się na warunki (poniekąd) i jakoś w ogóle umknęło im uwadze, że zobowiązał się postawić jedną kolejkę, w zamian za ich dwie. Złocisty język Gryfona, a może bijący urok osobisty i pewność siebie, niejednokrotnie pomagały mu wywinąć się z problemów, nie inaczej było i teraz.
Zadowoleni rolnicy zaciągnęli zaprowadzili go do baru, za którego ladą stała pomarszczona już srogo kobiecina, z długimi bo sięgającymi aż ud, rozpuszczonymi białymi jak śnieg włosami, które tylko przednie kosmyki zebrane miały z tyłu w niedbały koczek. Oczy niewiasty pozostały jednak czujne, Isaac łatwo odczytał jej napięcie i fakt, że mimo zaskoczenia tak gwałtownego obrotu sprawy na korzyść zachowania w urodzie twarzy wszystkich zaangażowanych w problem ORAZ jej butelek piętrzących się za plecami, jest czujna. Cóż, nie prowadziła tego miejsca od wczoraj.
Po krótkiej wymianie zdań i zamówień rozlała podwójnej ognistej w pięć szklanek (dwóch kolegów czy też braci, bo tłumaczyli się mętnie, a zniszczone alkoholem twarze zdawały się być niemalże jednakowe), gdy za nią otworzyły się drzwi prowadzące na pole, w których stanął wysoki błękitnooki chłopak, o przydługich włosach i brodzie. Choć ubrania miał poszarpane i niedbałe, a zarost nie pomagał, niósł ze sobą pewien posmak mocno zabrudzonej szlachtności. Jak srebrno-złote sztućce, o których wszyscy zapomnieli na lata...
– Ted wołał, że mnie potrzebujesz? – zapytał patrząc zaniepokojony na kobiecinę, która tylko pokiwała przecząco głową i wskazała na Isaaca otoczonego gigantycznymi, zwalistymi figurami, które ochoczo wznosiły toast za zdrowie swojego nowego zabajonego funfela miszczucha, ale porządny chłop jak pije z nami.
Zadowoleni rolnicy zaciągnęli zaprowadzili go do baru, za którego ladą stała pomarszczona już srogo kobiecina, z długimi bo sięgającymi aż ud, rozpuszczonymi białymi jak śnieg włosami, które tylko przednie kosmyki zebrane miały z tyłu w niedbały koczek. Oczy niewiasty pozostały jednak czujne, Isaac łatwo odczytał jej napięcie i fakt, że mimo zaskoczenia tak gwałtownego obrotu sprawy na korzyść zachowania w urodzie twarzy wszystkich zaangażowanych w problem ORAZ jej butelek piętrzących się za plecami, jest czujna. Cóż, nie prowadziła tego miejsca od wczoraj.
Po krótkiej wymianie zdań i zamówień rozlała podwójnej ognistej w pięć szklanek (dwóch kolegów czy też braci, bo tłumaczyli się mętnie, a zniszczone alkoholem twarze zdawały się być niemalże jednakowe), gdy za nią otworzyły się drzwi prowadzące na pole, w których stanął wysoki błękitnooki chłopak, o przydługich włosach i brodzie. Choć ubrania miał poszarpane i niedbałe, a zarost nie pomagał, niósł ze sobą pewien posmak mocno zabrudzonej szlachtności. Jak srebrno-złote sztućce, o których wszyscy zapomnieli na lata...
– Ted wołał, że mnie potrzebujesz? – zapytał patrząc zaniepokojony na kobiecinę, która tylko pokiwała przecząco głową i wskazała na Isaaca otoczonego gigantycznymi, zwalistymi figurami, które ochoczo wznosiły toast za zdrowie swojego nowego zabajonego funfela miszczucha, ale porządny chłop jak pije z nami.