Na niektóre rzeczy nie chciało się spoglądać. Brzydkie, zepsute, zniszczone, obdrapane, oklejone. Śmieci z dawnego widowiska życia, tylko brud, tylko kurz, tylko szaleńczo obrzydliwie zamazane kartki, które były kiedyś rysunkami. Kolorowymi mniej czy bardziej - nie szukasz odpowiedzi. Zastanawiasz się co najwyżej co takiego widziałeś w tym świecie, żeby go kolorować w tych tęczowych barwach. Jakkolwiek źle by nie było to uwierzenie, że teraz każda noc i każdy dzień należały do skali szarości, do bieli i czerni, było zbyt krzywdzące. Uwierzenie w to, jak to życie można było łatwo stracić - również. Śmierć, ból, rozczarowania, niespełnione marzenia. Mimo to codziennie wstajemy i się uśmiechamy. Mimo to są ludzie pełni ciepła, dobroci, pełni miłości. Każde to "pomimo" dodawało klejnotów do korony naszego istnienia. Każdy uśmiech przypominał, że pod brzydkimi bazgrołami było kiedyś coś wartego uwagi. Inne zaś tylko uświadamiały, że nawet jeśli zrobiłeś zły krok to jesteś tylko człowiekiem. Ludzkim przymiotem było się mylić. Do ludzi należała również sposobność poprawy swoich pomyłek.
Laurent nie chciał się konfrontować z błędami. Nie chciał spoglądać na ludzi wokół ze strachem, z myślą, że mogą go zdradzić, nie chciał czuć tego samego, co czuł po ucieczce z Podziemnych Ścieżek. A jednak spoglądał teraz na ludzi wokół i zastanawiał się: czy on..? Czy mógłby cię skrzywdzić, zranić, czy byłby w stanie zabić, czy jest złym człowiekiem, a jeśli tak to jak bardzo złym? Gdzie kończyła się jego dobra strona, a gdzie ta zła już wylewała przez brzegi kielicha? Tak niewiele osób było czarno-białych, ale to czyniło nas ludźmi. I w tej niepewności, wśród tych jednostek ludźmi nazywanych, jedno było tylko pokrzepiające - nie potrafił odnaleźć w sobie strachu. Nie potrafił się skupić na tym uczuciu, które powinno go gnać do samorealizacji, w jak poważnej sytuacji się znalazł i jak bardzo powinien się tym przejmować. Że powinien teraz biegać za lepszymi zabezpieczeniami, że powinien dbać o to, żeby nie zostać samemu, bo może to być niebezpieczne, że New Forest mogło być ponownym celem ataku. Nie docierało do niego, jak bardzo niebezpieczna była sytuacja, w jakiej znalazła się Victoria, Brenna, Pandora i Atreus. Owszem, był świadom zagrożenia, znał fakty, ale to wszystko emocjonalnie gdzieś umykało. Teraz, po wszystkim, po swoich słabościach i panice pierwszego i drugiego dnia było jakoś tak... inaczej. Po tym, jak wymienili listy z Victorią, które i tak tylko podbiły to, co miał z tyłu głowy.
Ten obrazek, na który nie chcesz patrzeć. Zamazana strona. Kolory pod kolorami.
Prawda.
- Jak miło mi widzieć moją ulubioną aurorkę z takim uśmiechem. - Odwzajemnił uśmiech, wyciągając ręce na jej spotkanie w zachęcającym geście, żeby ją przytulić. Chciałby tulić ją mocniej, dłużej, ale nie było to możliwe, kiedy to trupie zimno było tak nieprzyjemne. - Dzień dobry. Mam nadzieję, że udało się przespać spokojniej tę noc? Zdobisz ten słoneczny dzień i promienie słońca. - Tak, bo to nie nawet promienie słońca zdobiły jej lico - to ona była ozdobą dla słońca. Słońce mogło być co najwyżej małym kolczykiem w jej uchu.