29.03.2024, 13:21 ✶
Im mniej wiesz tym spokojniej śpisz i dłużej pożyjesz podobno, chociaż facet nie wyglądał na jakiegoś płatnego mordercę. Może właśnie w tym sposób? Jak nie będzie wyglądać, to nikt go podejrzewać o nich nie będzie, łatwiej zakradnie się do ofiary.
Niby rzucił żart, ale słysząc jego odpowiedź, która była całkiem na poważnie po kiwał głową.
-Dzięki. Póki co... będę tu czekać jakbyś coś znalazł.-rzucił, unosząc wymownie jedną brew. Nie liczył na faktyczną pomoc, to wszystko było w ramach niezobowiązującego żartu.
Krzyki i toasty się rozległy, wyczekując kolejnych zagrań. Nagły hałas kiedyś sprawiał, że się wzdrygał na wrzaski, ale teraz się do nich całkowicie przyzwyczaił i nawet z zaskoczenia go nie straszyły.
Szybko jednak jego uwagę zwróciła rodząca się sprzeczka. Spojrzał badawczo na jednego, na drugiego, licząc, że jakoś sprawa się uspokoi, ale nie, pijany, lekko łysiejący biznesmen, który oddaje się zezwierzęceniu po pracy nie chciał odpuszczać. Poirytowany rzucił szmatą w kąt blatu, wsparł się dłońmi o biodra.
-Evans, spokój, bo się skończy polewanie, jak cię Felicio na bruk wywali.-mówił głośno, ale dość spokojnie, mając w sobie jeszcze resztki cierpliwości. Wiedział, że nagłe przyciszenie na sali z pojedynczym krzykiem już przywołało do drzwi na zaplecze pracującego tu na zmywaku postawnego Włocha, który ciekawsko zaglądał do sali przez okrągłą szybkę w drzwiach, czekając na swoją chwilę chwały, na którą potem będzie mógł wyrywać Brytyjki, jaki to on silny i odważny, jak to dzięki niemu ten biznes żyje. A niech się chwali, jemu to nie przeszkadza.
Niby rzucił żart, ale słysząc jego odpowiedź, która była całkiem na poważnie po kiwał głową.
-Dzięki. Póki co... będę tu czekać jakbyś coś znalazł.-rzucił, unosząc wymownie jedną brew. Nie liczył na faktyczną pomoc, to wszystko było w ramach niezobowiązującego żartu.
Krzyki i toasty się rozległy, wyczekując kolejnych zagrań. Nagły hałas kiedyś sprawiał, że się wzdrygał na wrzaski, ale teraz się do nich całkowicie przyzwyczaił i nawet z zaskoczenia go nie straszyły.
Szybko jednak jego uwagę zwróciła rodząca się sprzeczka. Spojrzał badawczo na jednego, na drugiego, licząc, że jakoś sprawa się uspokoi, ale nie, pijany, lekko łysiejący biznesmen, który oddaje się zezwierzęceniu po pracy nie chciał odpuszczać. Poirytowany rzucił szmatą w kąt blatu, wsparł się dłońmi o biodra.
-Evans, spokój, bo się skończy polewanie, jak cię Felicio na bruk wywali.-mówił głośno, ale dość spokojnie, mając w sobie jeszcze resztki cierpliwości. Wiedział, że nagłe przyciszenie na sali z pojedynczym krzykiem już przywołało do drzwi na zaplecze pracującego tu na zmywaku postawnego Włocha, który ciekawsko zaglądał do sali przez okrągłą szybkę w drzwiach, czekając na swoją chwilę chwały, na którą potem będzie mógł wyrywać Brytyjki, jaki to on silny i odważny, jak to dzięki niemu ten biznes żyje. A niech się chwali, jemu to nie przeszkadza.