Vladimir wiele razy opowiadał Nikolaiowi o swoim ojcu, z którym Nikolai miał jedynie kilka rozmywających się już wspomnień. Opowiadał o swoim starszym bracie, ojcu chłopca, gdy był jeszcze dzieckiem, posłusznym swojemu rodzicowi, jak wierny kundelek. Im więcej tych opowieści Nikolai słyszał, tym bardziej adekwatne stawało się stwierdzenie, że "historia lubi zataczać koło". Tak, jak dawniej Vitalii, tak teraz Pyotr przejął rolę wiernego kundelka, merdającego żywo ogonkiem tylko dlatego, że miłosierny Pan na niego spojrzał. Wredny kapuś, który zajął ciepłą posadkę, również przygotowaną mu przez ojca. Nikolai za to poszedł w ślady Vladimira, który również zaczął buntować się swojemu ojcu, po tym, jak zobaczył, w jaki sposób żyli inni ludzie i jak on mógłby żyć, gdyby nie był Petrovym. I dla nich obu ich "wolność" zakończyła się w ten sam sposób - odesłani przez swoich ojców za ocean, a ich "występki" zasłonięte były historyjkami o pragnieniu pogłębiania wiedzy i opiece nad schorowanym krewnym.
"Zbrodnia" dla wolności.
Kłamstwo i rozłam dla dobrego imienia.
-A mówili, że zielarstwo to kobiece zajęcie - powiedział, jeszcze raz zerkając na niewinnie siedzącą w donicy kapustę, która zapewne bez najmniejszego trudu pozbawiłaby go ręki własnymi zębami. -Powinienem się martwić? - Może jednak nie powinien był żartować o chowaniu ciał?
Hm, czyli jednak chodziło o odstraszanie ludzi. W sumie nie był to głupi pomysł, ale...
-Skąd wiesz, że nie pogryzłaby ciebie? Czy taka roślina potrafi odróżnić żywiciela od nieprzyjaciela? A jeśli zaatakowałaby twojego znajomego? Można taką kapustę wytresować?
Gdyby istniała taka możliwość, to posadzenie takiej kapusty wokół ogrodzenia nie byłoby głupim pomysłem. A może nawet sam spróbowałby wyhodować sobie taką, a potem wysłałby starszemu bratu w prezencie? Chociaż nie, to byłoby za dużo. Jeszcze paczkę otworzyłyby bliźniaki albo mama i komuś stałaby się krzywda.
Czasami powinien się wstydzić swoich myśli.
-Wydaje mi się, że w tym przypadku to jednak natura jest dziwna. Bo nawet jeśli czarodzieje by nie wpadli na to, żeby niemowlaka wrzucić do kociołka, to gdzieś tam nadal by sobie to rosło, nie?
Przeszli do kolejnej rośliny, do Diabelskich Sideł, jak oznajmiła Brenna. Wbrew temu, co mówiła kobieta, dla Nikolaia wcale nie wyglądały niewinnie. Niby się nie ruszały ani nie miały zębów, ale nadal... A może to przez te kapusty i mandragory, które widzieli i Nikolai powoli przestawał wierzyć w "niewinność" roślin, które sobie rosły w szklarni?
-Czyli nie lubią słońca, tak? Dobrze zapamiętać - mruknął, czując na plecach dreszcze, gdy Brenna wspomniała o swoim porwaniu. -Sproutowie to niebezpieczna rodzina.