Takie starcia Yaxley lubiła najbardziej, szybkie, bez obserwatorów, bez zbędnych komentarzy. Kilka strzałów, które załatwiły sprawę. Przeciwnicy okazali się być zupełnie niegroźni - czego się spodziewała. Wiedziała, że większość Ślizgonów mocna jest tylko w gębie i ta reguła właśnie się potwierdziła, zero zaskoczenia.
- Wydaje mi się, że oni byli pierdolnięci już zanim zamieszkali w Hogwarcie, wiesz, czym skorupka za młodu nasiąknie i tak dalej. - Miała świadomość, jacy uczniowie trafiali do Slytherinu, w większości to była ta grupa czystokrwistych, która wyżej srała, niż dupę miała. Wpajano tym gówniarzom od maleńkości, że są wyjątkowi i że to do nich należy ten świat. Pierdolenie.
- Fajka to zawsze dobre rozwiązanie. - Przyda im się na ukojenie nerwów i odstresowanie, szczególnie, że znajdowały się poza szkołą. Nikt nie powinien ich tu przyłapać, nie musiały dymać, aż w okolice Zakazanego Lasu, żeby się chować przed nauczycielami.
Zeszły w bok, do ich uszu dobiegał dźwięk wody, która sobie po prostu płynęła, znajdowały się bowiem przy rzece. Yaxley najwyraźniej już zapomniała o tym, co wydarzyło się przed chwilą. Nie przywiązywała zupełnie wagi do takich sprzeczek, bo zbyt wiele ich się jej przytrafiało. Czasem wracała jedynie do tego, czym były spowodowane, najbardziej wkurwiało ją, jak czepiali się jej wzrostu, wyzywali ją od babochłopów, ale co mogła zrobić? Nie miała na to najmniejszego wpływu, tak jak Mills na swój status finansowy, co innego te debile mogli zmienić swoje parszywe charaktery.
- Nie przejmuj się, ja mam. - Sięgnęła do kieszeni spodni po srebrną papierośnicę z wygrawerowaną na wierzchu strzałą, najwyraźniej było to coś, co należało do rodziny od pokoleń.
Kątem oka zauważyła, że Thunder się miota. Coś się działo, czyżby ją to wszystko, aż tak wkurwiło. Wahała się przez moment, czy może nie powinna jej przytulić, jednak to zdecydowanie nie było to, wiedziała, że są do siebie podobne. Nie zastanawiała się zbyt długo i spełniła prośbę przyjaciółki. Zupełnie bez słowa zamachnęła się ręką i strzeliła jej z liścia, nie delikatnie, tak, żeby to poczuła, a siły miała naprawdę dużo, oczywiście nie zrobiła tego na pełnym wkurwie, bo Mills mogłaby się wywrócić, gdyby zrobiła to nieodpowiednio.