29.03.2024, 23:12 ✶
Samuel wszedł i przystanął obserwując z niedowierzaniem tę kuriozalną scenę, ale kim on był, żeby kogokolwiek oceniać? Najwidoczniej był wzywany na wyrost. Niepokój Lizzy jednak nie ustał, dużo whisky się lało i to bardzo, zdecydowanie za blisko drogocennych trunków w tej może niezbyt ekskluzywnej ale wciąż opłacalnej instytucji, którą określano wieloma mianami od speluny po restaurację.
Pozostał na swoim posterunku i oparł się o drewniany filar podtrzymujący konstrukcję i gwarantujący piętru dobre podparcie i możliwość istnienia (poza magicznymi wspornikami oczywiście, bo bar u Lizzy był zdecydowanie większy w środku niż sugerowałby to zewnętrzny metraż). Stał asymetrycznie, barkiem wsparty o drewno i obserwował przenikliwymi, chłodnymi oczyma, panując pod skórą nad przepływającą przez krew adrenaliną i napięciem szykującym go do instynktownego skoku.
Czterech rosłych chłopów zawsze skorych do bitki, teraz jadło pokornie z dłoni przyjezdnemu, pijąc się i śmiejąc, wyskakując z knutów, sowicie wielbiąc Lizzy napiwkami. Czegóż więcej chcieć?
Samuel od zawsze był wielkim entuzjastą świętego spokoju i bardzo nie lubił zmian.
Dlatego też wytrzymał spojrzenie tego, który kazał się nazywać Isaakiem Bagshotem, w żaden sposób nie wnikając w mowę ciało czy jakiekolwiek implikacje, które normalny człowiek mógłby wyciągnąć z takiej walki na spojrzenia podczas picia toastu. Milczał i patrzył, z zaciśniętą szczęką, ścięgnami ukrytymi pod przydługim zarostem. Tak na wszelki wypadek.
Pozostał na swoim posterunku i oparł się o drewniany filar podtrzymujący konstrukcję i gwarantujący piętru dobre podparcie i możliwość istnienia (poza magicznymi wspornikami oczywiście, bo bar u Lizzy był zdecydowanie większy w środku niż sugerowałby to zewnętrzny metraż). Stał asymetrycznie, barkiem wsparty o drewno i obserwował przenikliwymi, chłodnymi oczyma, panując pod skórą nad przepływającą przez krew adrenaliną i napięciem szykującym go do instynktownego skoku.
Czterech rosłych chłopów zawsze skorych do bitki, teraz jadło pokornie z dłoni przyjezdnemu, pijąc się i śmiejąc, wyskakując z knutów, sowicie wielbiąc Lizzy napiwkami. Czegóż więcej chcieć?
Samuel od zawsze był wielkim entuzjastą świętego spokoju i bardzo nie lubił zmian.
Dlatego też wytrzymał spojrzenie tego, który kazał się nazywać Isaakiem Bagshotem, w żaden sposób nie wnikając w mowę ciało czy jakiekolwiek implikacje, które normalny człowiek mógłby wyciągnąć z takiej walki na spojrzenia podczas picia toastu. Milczał i patrzył, z zaciśniętą szczęką, ścięgnami ukrytymi pod przydługim zarostem. Tak na wszelki wypadek.