Na pewno Laurent nie musiał obawiać się ze strony Nicholasa ”Londyńskiej Inkwizycji”. Lecz tak, była to wielka niewiadoma, otrzymawszy zaproszenie do lokalu, który posiadał w sobie komiczną nazwę. Co jednak może się wydarzyć, jeżeli pokażą się publicznie razem? Bardzo wiele. Być może mógł go sprawdzić, jak zachowa się w innym miejscu, niż zwyczajna kawiarnia i spotkanie koleżeńskie? Czy nie przekroczą ustalonych granic?
Mimo to, pojawił się.
Oznajmił. Bez jakiegokolwiek okazywania reakcji, jakby to była dla niego, loteria? Przyjdzie, albo nie przyjdzie. Dlatego odpowiedź przyszła z dniem następnym. Nicholas musiał to przemyśleć, przeanalizować, czy jest po co. Czy warto? Chciał unikać pokazywania się razem. Do tej pory, tylko raz byli razem w kawiarni. Później umawiali się już tylko u siebie. Nicholas zdecydował się zaryzykować.
Chyba nie było jeszcze opcji, żeby Laurent oceniał jego koszulę? Ogólnie wygląd? Co jego elegancja koszuli miała do tego całego spotkania? Nie odpowiedział na jego komplement. Jedynie uniósł brew, jakby próbował zrozumieć, czemu mu to mówi.
Te dłonie, które powędrowały do jego krawata. Poprawiał? Czy sprawdzał jakość materiału?
Posłał mu porozumiewawcze spojrzenie. Jakby nie życzył sobie na oczach innych bliższych interakcji niż jest to konieczne. Przypomnieć mu chciał umowę, jaką przecież ze sobą zawarli. Czyżby zapomniał?
- Idziemy.
Jeżeli powyższe mieli za sobą. Zgodził się na to, aby ruszyli w kierunku kolejki, czy może i pod samą bramkę. Prewett prowadził. On miał zaproszenia. On je pokazywał. Ochrona ich po chwili wpuściła. A kiedy znaleźli się w środku, gdzie dobiegała irytująca muzyka. Aż skrzywiło w uszach Nicholasa.
- Nie.
Odpowiedział na jego pytanie. Krótko, bezpośrednio. Bez zastanawiania się. Nie był osobą, która lubiła pajacować na parkiecie.
Z rękoma w kieszeni, rozejrzał po wnętrzu całego obiektu, po osobach w nim przebywającym. Jak dużo osób tutaj się przewijało. Kto grał tak durną muzykę. Przez to nie przypominał sobie, aby Laurent pisało mu co będą grać i czego dotyczyło spotkanie w tym miejscu.
- Zaprosiłeś mnie, w jakim celu?
Zapytał go po chwili, przenosząc swoje niebieskie oczy na jego twarz. Co mieli tu właścicie robić? Napić się jakiegoś dobrego alkoholu, patrzeć na pajaców i słuchać durnego czegoś zwanego jazzem? Powinien zaopatrzyć się w eliksir na ból głowy.