30.03.2024, 15:35 ✶
Patrick kiwnął machinalnie głową. Było sporo tematów, w których dawał się przekonywać Sebastianowi. Wśród nich dominowały te, które pozostawały powiązane mocnymi nićmi ze światem zmarłych. Paradoksalnie, bardziej ufał Macmillanowi w kwestii swojego własnego ojca, niż temu, co podsumował mu paranoiczny umysł. W kwestii opętańca też wolał opinię egzorcysty niż swoją własną. Może dlatego, że w obydwu sprawach nie potrafił zachować obiektywizmu, ale kierował się zbyt silnymi emocjami?
Na czole Stewarda pojawił się głęboki mars. Myślał o niedokończonych sprawach Clare, o jej przedwczesnej śmierci i o tym, że tak naprawdę wróciła dla niego. Jako nastolatek byłby zachwycony tą perspektywą. Ale już nie był nastolatkiem a perspektywa czasu… perspektywa czasu potrafiła być miażdżąca wobec dziecięcych rojeń. Nadal ją kochał, ale teraz coraz częściej zestawiał jej zachowanie z zachowaniem Florence i nigdy nie wypadała dobrze w takich porównaniach.
Uśmiechnął się ironicznie, dochodząc nagle do wniosku, że wystarczyło by się aż tak nie śpieszyła. Poczekała tam w tym swoim funkcjonowaniu w Limbo a on sam by do niej wrócił. Najpierw podczas Beltane, gdy chciał przeszkodzić Czarnemu Panu a kilka miesięcy później dlatego, że miał ponieść konsekwencje tego gonienia.
- Na ile takie opętania są trwałe? – zainteresował się. Nie chodziło o to, by żałował Alanny Carrow, w której ciało wbiła się Clare. Nigdy tak naprawdę nie poznał rudowłosej pracownicy Ministerstwa Magii, a sam fakt, że zamordowała Clare prowadził do tego, że w jego oczach zasługiwała na śmierć. Na swój sposób pasożytowanie na niej, jak nazwał to Sebastian, uznawał za sprawiedliwą karę. – I czy może się okazać, że duch sam zechce odejść? Nie pytam teraz tylko o opętańca, ale ogólnie. Wiesz… swego czasu zaczepił mnie – i Brennę – na cmentarzu pewien duch. Najpierw chciał tylko, żeby go wysłuchać a potem próbował mi zlecić odnalezienie sprawczyni mordercy swojej siostry. Według jego własnych słów, to była sprawa, która go zatrzymała przy świecie żywych. Ta sprawa jest już rozwiązana, więc…? – podniósł pytające spojrzenie na Sebastiana, jakby czekał na potwierdzenie, że duch de Berkeleya sam zniknie. A jeśli nie to cóż… w niedługim czasie poprosi egzorcystę o pomoc w jego odesłaniu.
Skupił spojrzenie na Neilu, zastanawiając się, czy i on czasem nie miał w zanadrzu jakiejś podobnej historii, skoro aż tak obawiał się śmierci i utknięcia w świecie żywych.
Na czole Stewarda pojawił się głęboki mars. Myślał o niedokończonych sprawach Clare, o jej przedwczesnej śmierci i o tym, że tak naprawdę wróciła dla niego. Jako nastolatek byłby zachwycony tą perspektywą. Ale już nie był nastolatkiem a perspektywa czasu… perspektywa czasu potrafiła być miażdżąca wobec dziecięcych rojeń. Nadal ją kochał, ale teraz coraz częściej zestawiał jej zachowanie z zachowaniem Florence i nigdy nie wypadała dobrze w takich porównaniach.
Uśmiechnął się ironicznie, dochodząc nagle do wniosku, że wystarczyło by się aż tak nie śpieszyła. Poczekała tam w tym swoim funkcjonowaniu w Limbo a on sam by do niej wrócił. Najpierw podczas Beltane, gdy chciał przeszkodzić Czarnemu Panu a kilka miesięcy później dlatego, że miał ponieść konsekwencje tego gonienia.
- Na ile takie opętania są trwałe? – zainteresował się. Nie chodziło o to, by żałował Alanny Carrow, w której ciało wbiła się Clare. Nigdy tak naprawdę nie poznał rudowłosej pracownicy Ministerstwa Magii, a sam fakt, że zamordowała Clare prowadził do tego, że w jego oczach zasługiwała na śmierć. Na swój sposób pasożytowanie na niej, jak nazwał to Sebastian, uznawał za sprawiedliwą karę. – I czy może się okazać, że duch sam zechce odejść? Nie pytam teraz tylko o opętańca, ale ogólnie. Wiesz… swego czasu zaczepił mnie – i Brennę – na cmentarzu pewien duch. Najpierw chciał tylko, żeby go wysłuchać a potem próbował mi zlecić odnalezienie sprawczyni mordercy swojej siostry. Według jego własnych słów, to była sprawa, która go zatrzymała przy świecie żywych. Ta sprawa jest już rozwiązana, więc…? – podniósł pytające spojrzenie na Sebastiana, jakby czekał na potwierdzenie, że duch de Berkeleya sam zniknie. A jeśli nie to cóż… w niedługim czasie poprosi egzorcystę o pomoc w jego odesłaniu.
Skupił spojrzenie na Neilu, zastanawiając się, czy i on czasem nie miał w zanadrzu jakiejś podobnej historii, skoro aż tak obawiał się śmierci i utknięcia w świecie żywych.