Nikolai nie znał historii Samuela, więc nie mógł wiedzieć, jakie brzemię ciążyło na jego ramionach. Jakie wspomnienia, radość, a może strach nosiły w sobie wyblakła koszula, znoszony podkoszulek i przetarte jeansy? Jak wiele wschodów i zachodów słońca widział jasny zarost? Ile ścieżek pokonały buty? Nikolai nie znał odpowiedzi na żadne z tych pytań i może gdyby znał historię tego mężczyzny, z pewnością zupełnie inaczej patrzyłby na jego ubiór i wygląd, ale teraz widział jedynie, że cała samuelowa aparycja posiadała historię.
To nie były śnieżnobiałe koszule bez nawet jednego zagniecenia. To nie były eleganckie spodnie, które musiały idealnie pasować kolorem do marynarki. To nie były gładkie policzki, na których nie mógł ostać się nawet jeden włosek, ani błyszczące od żelu włosy, zaczesane na tył głowy, zawsze idealnie ułożone. Nie były to również gładkie ręce, które kiedyś miałby zdobić rodowy sygnet.
Ubrania Nikolaia, jeszcze nowe, choć starsze, niż do tej pory posiadał, żadnej historii ze sobą nie niosły. Garderoba zmieniała się za często, dwa razy w tej samej koszuli pokazać się nie mógł (nie miało znaczenia, że nowe koszule wyglądają niemal identycznie).
Dla niego wolnością był brak tych okropnych zasad. Fakt, że mógł, ale nie musiał wyglądać nienagannie w każdej minucie przemijającego dnia. Że mógł dłużej nosić te same ubrania, dopóki się nie zniszczą, a może nawet zachować je w drewnianej skrzyni, jeżeli przywoływały miłe wspomnienia. Dla każdego wolność była czymś innym, ale dla Nikolaia zaczynała się ona właśnie w ten sposób.
Stado go znało, pozwalało zbliżyć się do siebie i swoich legowisk, ale czy zdobył ich zaufanie? Czy Suzie ufała mu na tyle, by pozwolić się zbliżyć, gdy była sama? Czy pójdzie za nim, gdy jest daleko od domu?
Nikolai zadawał sobie te pytania, gdy Samuel mówił, ale wszystkie te myśli ucichły w chwili, gdy chłopak poczuł pod brodą dotyk. Na tę chwilę go zmroziło. Nie spodziewał się dotyku, ale w sumie czego mógł się spodziewać w tej sytuacji?
Patrzył na Samuela, jego twarz odbijała się w zielonych oczach rosyjskiego chłopaka, nie zauważył nawet, że zaczął płycej oddychać. Dopiero po kilku sekundach dotarł do niego sens słów mężczyzny i wypuścił powoli powietrze z płuc, skupiając się na kolistych ruchach palców Samuela. Na tempie pieszczoty, na zmianach w ich ruchu. Jeżeli w ten sposób Samuel uspokajał młodą samoczkę, to była to cenna lekcja.
-J-jasne - powiedział jeszcze, gdy Samuel cofnął rękę i Kol się podniósł.
Suzie była nerwowa, gdy się do niej zbliżał. Nikolai obserwował jej reakcje, zbliżał się, gdy samiczka mu na to pozwalała, cofał się, gdy zbliżył się za szybko, cały czas patrzył jej w oczy i mówił do niej w swoim ojczystym języku, którego używał wobec swoich hipogryfów również Vladimir. To, że Suzie wciąż nie uciekła, już było małym sukcesem.
Czekał z liną, zgięty w pokłonie, dając Suzie tyle czasu na odpowiedź, ile potrzebowała. W końcu zgięła przednią łapę i pochyliła głowę. Pozwoliła mu się zbliżyć. Jego dłoń uniosła się powoli i przesunęła się po mocnym dziobie, sunąć do skóry pod nim i głaszcząc tak, jak pokazał mu Samuel.
Nikolai uśmiechnął się delikatnie, widząc, że młode zwierzę powoli się uspokajało, dał Suzie jeszcze chwilę, by mogła nacieszyć się pieszczotą, i gdy hipogryf opadł na kolana, rozsupłał linę, by otoczyć nim kark zwierzęcia i związać pętlę. W ten sposób mógł zabrać ją do domu.
-Już wszystko dobrze, dziewczynko - mówił, gładząc powoli brodę i dziób Suzie.
Samuel mógł wyjść z ukrycia, jeśli miał taką chęć.