-Pewnego dnia nasi mężczyźni pożałują, że postanowili porzucić zielarstwo i oddać taką broń w ręce kobiet - oj, zdecydowanie pożałują, gdy, jak zobrazowała to Brenna, rosyjskie kobiety ruszą w bój, uzbrojone w kapusty, mandragory i tentakule.
Czy osiem lat nieustannej walki pomoże im wygrać z Dziećmi Matki Ziemi? Czy sztuka przetrwania, której nauczało Koldovstoretz, okaże się przydatna w walce przeciw kapuście?
Nikolai miał nadzieję, że nie będzie mu dane doczekać tego dnia.
Pomysł zasądzenia gryzacek kapusty, jako forma ochrony jakiegoś miejsca, wydawał się coraz lepszy, choć Nikolai miał pewne wątpliwości. A może było to spowodowane tym zalążkiem niechęci, który powstał, gdy kapusta próbowała ugryźć chłopaka w palca? A może dlatego, że miał zerowe pojęcie o zielarstwie i po prostu nie potrafił sobie w pełni wyobrazić, jak tacy "strażnicy" mieliby funkcjonować.
-Byłnym pod wrażeniem, gdyby udało ci się ją wytresować - nawet za pomocą marchewki.
Ile potrzeba marchewki, żeby wytresować kapustę?
Może powinien zapytać o to Vladimira? Tylko po to, żeby zastanawiał się nad odpowiedzią i dlaczego właściwie bratanek go o to pytał.
-Gdybyś mandragory nie rosły takie naturalnie i ich wygląd byłby sprawką jakiegoś czarodzieja, to ten czarodziej miał mocno niepokoleo w głowie - tu podniósł rękę i pomachał nią przy skroni w znanym znaku.
Ostatnie pomieszczenie, jeszcze dziwniejsze rośliny. Takie, których nie można było zobaczyć, ale może można było zapytać? Z jednej strony zaciekawiło to Nikolaia, bo właściwości niektórych roślin potrafiły zaskoczyć, ale z drugiej strony chyba będzie lepiej spać (o ile będzie w stanie w najbliższym czasie zasnąć), jeżeli nie będzie tak dużo wiedział.
Na komentarz o zachowaniu rosyjskiej opinii dla siebie przesunął kciukiem i palcem wskazującym po zamkniętych ustach, jakby zapinał suwak. Nie miał zamiaru na głos wypowiadać więcej akurat tego stereotypu, szczególnie gdy znajdowali się wśród tak wielu roślin. Gdyby wybuchła wojna, niebezpieczni Sproutowie byłoby najlepszymi sprzymierzeńcami ze swoim Arsenalem.
Czekał na Brennę, rozglądając się jeszcze i a solidnie niczego nie dotykając, póki dziewczyna nie wróciła ze swoimi pakunkami... I nie wcisnęła mu małej doniczki z wyjaśnieniem, co to była za roślina i że był to prezent od niej.
-Dziękuję - powiedział, z zainteresowaniem oglądając roślinę z każdej strony. -Mój ojciec zacząłby toczyć pianę, jakby to zobaczył.
I był to kolejny powód, dla którego akurat taki prezent bardzo mu się podobał. A skoro trudno go zabić, to może uda mu się utrzymać roślinkę przy życiu?