31.03.2024, 01:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2024, 21:07 przez Atreus Bulstrode.)
- No tak, transparenty. Zapamiętam. Ale czy uda mi się wymyślić coś równie kreatywnego, to wątpię - parsknął, ale kiedy winda zatrzęsła się kolejny już raz, sam spoważniał, bo bardzo, ale to bardzo nie chciał spaść razem z nią na sam dół, gdziekolwiek się on nie znajdował.
- Hmm, niech będzie, ale to równowarta wymiana; jeśli ja się zaraz tu potoczę, to też wisisz mi ładną wstążkę. Ale spokojnie, wystarczy mi jakieś 'Spoczywaj w pokoju' na kwiatkach. - westchnął, podając jej tę rękę. Winda co jakiś czas coś jęczała, jakby zastanawiała się czy trzymające ją zaklęcie jeszcze na nią działało, czy może był to moment, w którym powinna puścić się luzem i poddać sile grawitacji, a przez to zabrać ze sobą jej tymczasowych pasażerów na sam koniec szybu. Bulstrode jednak, nawet jeśli te skrzypnięcia słyszał, to zbyt zajęty był myśleniem o tym, że w sumie wciąż miał zgrabiałe palce, a mięśnie zdawały się działać z pewnym ociąganiem. Spędzenie nocy na zgniłych kocach, wystawionym na działaniu wiatru i deszczu zrobiło swoje. Przemarznięte palce nie wytrzymały i Longbottom wyślizgnęła się z jego uścisku, a Atreus na moment wstrzymał oddechu, chyba z jakimś delikatnym strachem patrząc jak kobieta spada w dół, a potem z ulgą uświadamiając sobie, że wylądowała bezpiecznie na posadzce, a nie pochłonął ją prześwit znajdujący się pod windą.
Odetchnął głęboko, wyraźnie ukontentowany takim obrotem spraw i to wcale nie dlatego, że nie chciał żeby ktoś go tutaj oskarżał o popełnienie morderstwa na koleżance z pracy. Nie czekał długo, samemu zaraz podążając jej śladem i przeciskając się przez przesmyk, by zgrabnie wylądować obok niej na posadzce. Jakby miał miejsce i nie był taki skostniały, to pewnie by i salto mógłby zrobić. Ale w tej sytuacji zamiast popisem na dziesięć punktów, musiał zadowolić się przekornym uśmiechem posłanym w jej stronę.
- No, to jest nas dwoje - poprawił ubranie, wygładzając materiał, nawet jeśli ten był wciąż wilgotny i nieprzyjemnie lepił się momentami do ciała. - Pieśni dziękczynne, że jednak żyjesz, pewnie i tak czekają cię w domu. Hm... dałem znać, że winda się popsuła, ale mam wrażenie, że przez to iż to nie pierwsza awaria, to się nie śpieszą specjalnie. To co, idziemy po schodach? - uśmiechnął się do niej, wskazując głową w kierunku wijących się ku górze stopniom. Nie mieli w sumie innej opcji; może i były inne windy, ale oboje nie mieli zamiaru ryzykować, że któraś z nich zapewni im powtórkę z rozrywki, więc oboje zaczęli żmudną wspinaczkę do ich departamentu.
Brenna dała radę, ale czy ja dam?????
- Hmm, niech będzie, ale to równowarta wymiana; jeśli ja się zaraz tu potoczę, to też wisisz mi ładną wstążkę. Ale spokojnie, wystarczy mi jakieś 'Spoczywaj w pokoju' na kwiatkach. - westchnął, podając jej tę rękę. Winda co jakiś czas coś jęczała, jakby zastanawiała się czy trzymające ją zaklęcie jeszcze na nią działało, czy może był to moment, w którym powinna puścić się luzem i poddać sile grawitacji, a przez to zabrać ze sobą jej tymczasowych pasażerów na sam koniec szybu. Bulstrode jednak, nawet jeśli te skrzypnięcia słyszał, to zbyt zajęty był myśleniem o tym, że w sumie wciąż miał zgrabiałe palce, a mięśnie zdawały się działać z pewnym ociąganiem. Spędzenie nocy na zgniłych kocach, wystawionym na działaniu wiatru i deszczu zrobiło swoje. Przemarznięte palce nie wytrzymały i Longbottom wyślizgnęła się z jego uścisku, a Atreus na moment wstrzymał oddechu, chyba z jakimś delikatnym strachem patrząc jak kobieta spada w dół, a potem z ulgą uświadamiając sobie, że wylądowała bezpiecznie na posadzce, a nie pochłonął ją prześwit znajdujący się pod windą.
Odetchnął głęboko, wyraźnie ukontentowany takim obrotem spraw i to wcale nie dlatego, że nie chciał żeby ktoś go tutaj oskarżał o popełnienie morderstwa na koleżance z pracy. Nie czekał długo, samemu zaraz podążając jej śladem i przeciskając się przez przesmyk, by zgrabnie wylądować obok niej na posadzce. Jakby miał miejsce i nie był taki skostniały, to pewnie by i salto mógłby zrobić. Ale w tej sytuacji zamiast popisem na dziesięć punktów, musiał zadowolić się przekornym uśmiechem posłanym w jej stronę.
- No, to jest nas dwoje - poprawił ubranie, wygładzając materiał, nawet jeśli ten był wciąż wilgotny i nieprzyjemnie lepił się momentami do ciała. - Pieśni dziękczynne, że jednak żyjesz, pewnie i tak czekają cię w domu. Hm... dałem znać, że winda się popsuła, ale mam wrażenie, że przez to iż to nie pierwsza awaria, to się nie śpieszą specjalnie. To co, idziemy po schodach? - uśmiechnął się do niej, wskazując głową w kierunku wijących się ku górze stopniom. Nie mieli w sumie innej opcji; może i były inne windy, ale oboje nie mieli zamiaru ryzykować, że któraś z nich zapewni im powtórkę z rozrywki, więc oboje zaczęli żmudną wspinaczkę do ich departamentu.
Brenna dała radę, ale czy ja dam?????
Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Koniec sesji