31.03.2024, 02:27 ✶
Pytania padały, temat był niezwykle chodliwy i każda z trzech stron tego trójkąta chciała ciągnąć rozmowę.
Zmarszczył brwi i wpadł w lekką zadumę na słowa Patricka. Ciekawy cmentarz? W sumie powinien jakiś odwiedzić żeby pozbierać dobrze odżywione kwiaty, a nie polegać na jakichś przydrożnych zdechlakach.
Historii nie miał do podzielenia się, miał jedynie obawy, które kłębiły się w jego głowie coraz mocniej i mocniej, z każdym dniem gdy wybierał listy ze skrzynki. Co jeśli jego ojciec nie będzie pogodzony ze śmiercią? Co jeśli w jakiś sposób pozostanie wśród nich? Co jeśli jego duch zejdzie na złą stronę? Czy jeśli coś pójdzie nie tak, to będzie mógł się zgłosić do... Jak mu było? Nie, no na pewno się nie przedstawiali. Będzie musiał Morpheusa zapytać, bo teraz to już po ptokach.
Opierając się ustami o krawędź kieliszka, zastanawiał się po cichu nad tym wszystkim co mężczyzna mówił. Tonięcia nie musiał sobie wyobrażać, w końcu gdyby nie Morpheus, to już by nie żył. Rozumiał chęć powrotu, ale równie dobrze rozumiał chęć odejścia. Któryś raz śmierć po niego przyszła i znów się jej nie udało. Kiedyś zablokuje mu ona wszystkie drogi ucieczki i nie będzie przebacz, ni jak się nie uda. Uśmiechnął się kącikiem ust na słowa o desperacji. Śmierć nie była zła, jeśli ktoś miał okazję stać obok niej, trzymać jej dłoń, gdy inni uparcie go od niej odciągali. To nie ona przerażała, a to co stanie się z jego bliskimi, którzy bez niego mają marne szanse na przetrwanie w świecie w którym pieniądz jest ważniejszy niż zdrowie i życie.
Pokiwał głową na mowę o toksyczności. Czy znał takie relacje? Czy on i Longbottom... Nie, no gdzie? Głupie myślenie, gdzie tu niby toksyczność? Nieporozumienia i ignorowanie szalenie wielkich różnic w celach i uczuciach to nie jest jeszcze toksyczność.
-Hm... Mógłbym zostać opętany... Żeby na własnej skórze poczuć jak to jest.-zarzucił, opierając się wygodnie plecami o ławkę i upijając wina.-Może duch rozwiązałby kilka moich problemów.-dodał, myśląc na głos, niekoniecznie celowo, po prostu usta się otworzyły i poruszały pozwalając światu poznać głupoty jakie siedziały mu w głowie.
Zmarszczył brwi i wpadł w lekką zadumę na słowa Patricka. Ciekawy cmentarz? W sumie powinien jakiś odwiedzić żeby pozbierać dobrze odżywione kwiaty, a nie polegać na jakichś przydrożnych zdechlakach.
Historii nie miał do podzielenia się, miał jedynie obawy, które kłębiły się w jego głowie coraz mocniej i mocniej, z każdym dniem gdy wybierał listy ze skrzynki. Co jeśli jego ojciec nie będzie pogodzony ze śmiercią? Co jeśli w jakiś sposób pozostanie wśród nich? Co jeśli jego duch zejdzie na złą stronę? Czy jeśli coś pójdzie nie tak, to będzie mógł się zgłosić do... Jak mu było? Nie, no na pewno się nie przedstawiali. Będzie musiał Morpheusa zapytać, bo teraz to już po ptokach.
Opierając się ustami o krawędź kieliszka, zastanawiał się po cichu nad tym wszystkim co mężczyzna mówił. Tonięcia nie musiał sobie wyobrażać, w końcu gdyby nie Morpheus, to już by nie żył. Rozumiał chęć powrotu, ale równie dobrze rozumiał chęć odejścia. Któryś raz śmierć po niego przyszła i znów się jej nie udało. Kiedyś zablokuje mu ona wszystkie drogi ucieczki i nie będzie przebacz, ni jak się nie uda. Uśmiechnął się kącikiem ust na słowa o desperacji. Śmierć nie była zła, jeśli ktoś miał okazję stać obok niej, trzymać jej dłoń, gdy inni uparcie go od niej odciągali. To nie ona przerażała, a to co stanie się z jego bliskimi, którzy bez niego mają marne szanse na przetrwanie w świecie w którym pieniądz jest ważniejszy niż zdrowie i życie.
Pokiwał głową na mowę o toksyczności. Czy znał takie relacje? Czy on i Longbottom... Nie, no gdzie? Głupie myślenie, gdzie tu niby toksyczność? Nieporozumienia i ignorowanie szalenie wielkich różnic w celach i uczuciach to nie jest jeszcze toksyczność.
-Hm... Mógłbym zostać opętany... Żeby na własnej skórze poczuć jak to jest.-zarzucił, opierając się wygodnie plecami o ławkę i upijając wina.-Może duch rozwiązałby kilka moich problemów.-dodał, myśląc na głos, niekoniecznie celowo, po prostu usta się otworzyły i poruszały pozwalając światu poznać głupoty jakie siedziały mu w głowie.