— Liczę, że nie zaczniesz tego rozpowiadać na Pokątnej lub podczas najbliższego festynu. Wolałbym nikomu nie podpaść za stworzenie parunastu wilcząt metodą zimnej posadzki — rzucił na odchodne, zanim przeszli do pojedynku, przykładając sugestywnie palec do ust, dając znać, że to była ogromna tajemnica.
Zmrużył lekko oczy, gdy z końca jego różdżki wystrzeliła barwna wstęga. Z początku ze strachem pomyślał, że efekt ten nie potrwa długo i zaklęcie rozpłynie się w powietrzu, nie dotykając przeciwnika. To byłoby to dosyć typowe. Mały prztyczek od losu mający na celu zasygnalizować mu, że zamiast włóczyć się po okolicznych lasach i polanach powinien siedzieć w domu i zażywać eliksiry regenerujący, co by doprowadzić się do porządku.
Na szczęście tak się nie stało i łuna całkiem zgrabnie powędrowała w kierunku Geraldine. Erik zmarszczył brwi, orientując się, że kobieta w żaden sposób nie reaguje na pędzący w jej stronę magiczny pocisk. Odetchnął z ulgą, gdy te parę metrów dalej usłyszał formułkę zaklęcia obronnego. Bądź co bądź nie liczył na łatwą i prostą wygraną. Jaka byłaby z tego rozrywka? Poza tym liczył, że wspólny trening pozwoli mu oczyścić umysł ze zbędnych myśli.
— Uuu — syknął.
Tarcza Protego nie została rzucona wystarczająco szybko, przez co Drętwota bardzo łatwo przedarła się do swojego celu. Zrobił krok w kierunku swej towarzyszki, jak gdyby chcąc lepiej zapoznać się z sytuacją. Bezpośrednie trafienie nie mogło być przyjemne, ba, było wręcz bolesne, ale z drugiej strony Yaxley powinna się móc pochwalić dosyć wysokim poziomem odporności na ból. Może była w stanie przyjąć cios na siebie i...
I wtedy upadła na ziemię.
Wybałuszył na nią oczy i truchtem pokonał dzielący ich dystans. Cóż, ataku bez wątpienia był dosyć imponujący i wskazywał, że pomimo niedawnej transformacji dobrze sobie radził na arenie, jednak nie do końca o takie efekty mu chodziło. Zaczął wymachiwać różdżką nad Ger.
— Finite! — rzucił, chcąc oszczędzić dawnej przyjaciółce dalszej walki z konsekwencjami zaklęcia oszałamiającego. Westchnął ciężko, taksując uważnym wzrokiem sylwetkę kobiety, czekając, aż ta dojdzie do siebie. — Rozumiem, że to nie jest twój najlepszy moment? Nie martw się, nikomu nie powiem. — Klasnął w dłonie. — A teraz pozbieraj swoją dumę i wstawaj. Tym razem Ty zaczynasz.
Jeśli kobieta tego potrzebowała, Longbottom podał jej rękę i pomógł podnieść się z ziemi, po czym wrócił na swoje stanowisko. Chociaż perspektywa pławienia się w chwale po tak spektakularnej wygranej była dosyć nęcąca, tak nie miał zamiaru tak po prostu odpuścić. Chciała z nim ćwiczyć? W takim razie musiała go przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Włącznie z tym że nie da jej się poddać po pierwszej porażce.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞