31.03.2024, 13:00 ✶
Kiwnęła jedynie głową, nijak nie komentując tej deklaracji – choć przeczuwała przecież, że kryło się za nią coś więcej. Bo dlaczego ktoś, kto wychowywał synów w tak surowy sposób, posłałby jednego z nich do „zgniłej Anglii”? Petrov mógł nie zdawać sobie w pełni sprawy z tego, jak wyglądają tutaj sprawy, liczyć, że walka Voldemorta przywróci „właściwe tory” magicznemu społeczeństwu, ale musiał wiedzieć, że pewne rzeczy działały na Wyspach zupełnie inaczej niż w Rosji. To w połączeniu z tymi kącikami ust, opadającymi na krótką, ale znamienną chwilę, i z zapewnieniem, że to żadna krótka, rodzinna wizyta, sugerowało jedno z dwojga.
Mężczyzna chciał usunąć syna jak najdalej albo syn zbuntował się i umknął przed rodziną.
Czy ciekawiło to Brennę? Jasne. Ale doskonale rozumiała, że nie ma prawa zadawać pytań.
– Możesz jeszcze zmienić zdanie. Obawiam się, że w dużych dawkach bywam trudna do zniesienia – oświadczyła z uśmiechem, jakby była jakimś lekarstwem, które trzeba starannie dozować: w niewielkiej porcji mogło wręcz pomóc, ale w przypadku przedawkowania pojawiał się problem. – Jeśli roślinka umrze, nie mów tego panu Sproutowi, serce mu pęknie – dodała jeszcze konspiracyjnym szeptem. Aloes był czymś, co według zielarza powinno przetrwać nawet zaniedbane, chociaż wciąż istniała możliwość, że w końcu uschnie albo zgnije przy niewłaściwym podlewaniu. Ale tak naprawdę nie liczyło się to, czy ta młoda roślinka przeżyje i rozkwitnie, czy też skończy na śmietniku.
Liczyło się to, że Nikolai mógł postawić ją na parapecie i nikt nie będzie miał o to pretensji.
– Niczego nie zabrałeś. Sama go dałam – sprostowała, ale nie nalegała: bo i miała co robić, i jego za słabo znała, aby móc wyrokować, czy faktycznie rezygnował z dalszej wycieczki, ponieważ nie chciał tracić jej czasu, czy też może sam był zmęczony i chciał wrócić do domu stryja. Ruszyła więc po prostu ścieżką z powrotem w stronę posiadłości Vladmira, by – tak na wszelki wypadek – odstawić Nikolaia bezpiecznie przed samą bramę.
Mężczyzna chciał usunąć syna jak najdalej albo syn zbuntował się i umknął przed rodziną.
Czy ciekawiło to Brennę? Jasne. Ale doskonale rozumiała, że nie ma prawa zadawać pytań.
– Możesz jeszcze zmienić zdanie. Obawiam się, że w dużych dawkach bywam trudna do zniesienia – oświadczyła z uśmiechem, jakby była jakimś lekarstwem, które trzeba starannie dozować: w niewielkiej porcji mogło wręcz pomóc, ale w przypadku przedawkowania pojawiał się problem. – Jeśli roślinka umrze, nie mów tego panu Sproutowi, serce mu pęknie – dodała jeszcze konspiracyjnym szeptem. Aloes był czymś, co według zielarza powinno przetrwać nawet zaniedbane, chociaż wciąż istniała możliwość, że w końcu uschnie albo zgnije przy niewłaściwym podlewaniu. Ale tak naprawdę nie liczyło się to, czy ta młoda roślinka przeżyje i rozkwitnie, czy też skończy na śmietniku.
Liczyło się to, że Nikolai mógł postawić ją na parapecie i nikt nie będzie miał o to pretensji.
– Niczego nie zabrałeś. Sama go dałam – sprostowała, ale nie nalegała: bo i miała co robić, i jego za słabo znała, aby móc wyrokować, czy faktycznie rezygnował z dalszej wycieczki, ponieważ nie chciał tracić jej czasu, czy też może sam był zmęczony i chciał wrócić do domu stryja. Ruszyła więc po prostu ścieżką z powrotem w stronę posiadłości Vladmira, by – tak na wszelki wypadek – odstawić Nikolaia bezpiecznie przed samą bramę.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.