• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[21.11.1970r.] Mauvaises nouvelles

[21.11.1970r.] Mauvaises nouvelles
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#1
31.03.2024, 19:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2024, 20:38 przez Neil Enfer.)  
Nastał czas ciemności

Jego myśli dalej nie umiały w pełni się ułożyć pomimo tego, jak usilnie chciał je posegregować. Nie do końca rozumiał strach i panikę, przerażenie i oburzenie. Ot jakiś facet coś sobie powiedział, założył z kolegami klub osób niezadowolonych z rzeczywistości w jakiej żyje. Niby nic wielkiego, ale prawda taka, że od słów zawsze się zaczyna. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, tak samo było w szkole, w akademii. Ludzie mogą się różnic pod względem płci, koloru skóry, wyznań, kraju zamieszkania i poglądów, ale wszyscy podlegają tym samym zasadom psychologii, na której wilkołak w ogóle się nie znał, a mimo tego...
Westchnął ciężko, usiadł na zimnej ławce uprzednio strzepując z niej suche, przymarzłe do drewna liście. Zmarszczył brwi i próbował łączyć wątki wedle swojego uznania, tak, aby były one jakkolwiek przyswajalne dla jego małego móżdżka i ograniczonego umysłu. Nigdy nie był dobry w układanki, a teraz wszystko nabierało nieco bardziej demonicznego wyglądu.
Woda przed nim przyjemnie dla oczu falowała, ale wzrok miał rozmyty, nie skupiał się na niczym co było z przodu, po prostu oddychał cierpiąc w świadomości własnej ignorancji. Wszystko by go omijało na spokojnie jeszcze z tydzień, co najmniej, gdyby tylko uznał, że jednak nie potrzebuje kupić dzisiaj mąki i cukru na ciasto z letnich owoców. Nie usłyszałby plotek starszych kobiet w sklepie, nie zaczepiłby ich, nie dopytałby się, nie upewnił. Aż dziwił się, że władze nie chciały tego jakoś specjalnie tuszować. Może to i dobrze? Lepiej, żeby społeczeństwo było świadome tego co się dzieje i co może się stać, bo jedno indywiduum postanowiło zacząć mieszać w życiu zwykłych ludzi uznając, że jedna z różnic jest ważniejsza niż inne i ci co myślą inaczej nie zasługują na istnienie w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Zerknął w bok, na płaczące dziecko, które właśnie upadło w kałużę, brudząc kolorowe spodnie. Zatroskana matka zaraz zajęła się ukochanym podopiecznym. Podniosła, otrzepała, pocałowała w pucołowaty policzek, w schłodzone źle założoną czapką czoło. Następnie wyjęła różdżkę i jak gdyby nigdy nic szept słów, błysk magii sprawiły, że przemoczone ubranie zafalowało na ciepłym wietrze i kilku sekundach wracając do całkowitej suchości. Nie umiesz tak zrobić, to najwidoczniej jesteś gorszy. Może miało to na swój sposób sens, w końcu jeśli nie czarujesz, wracasz mokry do domu, jesteś chory, masz zakażenie, infekcje, choroba się pogłębia, umierasz. Z innej strony czarodzieje są dużo bardziej narażeni na śmierć przez klątwy.
Przewrócił oczyma. Spiskować przeciwko swoim. Jak może?! Był okropny, najgorszy ze wszystkich. Nie, on po prostu poddawał wątpliwość osąd przypisujący Voldemortowi niepoprawność myślenia. Jaki to etap otrzymania złych wieści? Zaprzeczenie? Szukał wytłumaczenia dla nieludzkiego podejścia do drugiego człowieka, jednak nie był w stanie nic wymyślić, póki co. Wieczorem myśli na pewno do niego wrócą, próbując przekonywać się dalej, że jednak jest sens, że taka wściekłość i wrogość do świata ma sens. Otóż nie ma, niestety nie ma. Jak bardzo nie lubiłby swojego życia licząc, że zginie w tej walce o zachowanie czystości krwi, to nie miał prawa popierać takiego myślenia, gdyż nie będzie jedynym, który zginie.
Westchnął ciężko, przypatrując się dalej stawkowi, na brzegach już delikatnie woda przymarzała, obtaczając lodem trzcinę. To nie koniec, to dopiero początek, co? Co teraz będzie? Zastanawiał się co Ministerstwo Magii zrobi z tym fantem. Do tej pory na pewno musieli mieć jakieś przesłanki, prawda? Jakieś szumy, plotki, w końcu mają swoich agentów wszędzie, chyba. No... Tak, muszą mieć ich wszędzie, na tym polega życie polityczne. Ignorowali zapowiedzi i ostrzeżenia i dopiero teraz trzęsą portami widząc, jak ignorancja sprawiła, że brzydkie kaczątko przemieniło się w głodnego krwi sępa?
Zwykłą drzazga jeśli jest zaniedbywana potrafi zmienić się w największe paskudztwo, doprowadzając do ucięcia ręki. Zastrzał, zgniłe, czarne żyły, śmierć. To było straszne, ale na swój sposób szalenie ciekawe. Oczekiwał więcej, chciał zobaczyć jak sytuacja będzie wyglądała za rok, dwa, trzy, dziesięć. Czy faktyczne obawy wszystkich się spełnią? Czy nagle zostanie wprowadzony stan wojenny? Czy tajemnice czarodziejów wyjdą na wierzch? Czy mugole, mugolaki, charłaki, wszyscy którzy nie pasują do wizji zostaną wyplenieni, jak pchły z psiej sierści? Wierzył w to, że "tych dobry" jest więcej, jednak co po nich, jeśli nie podejmą się walki za swoje pozytywne przekonania, licząc, że magia miłości, przyjaźni i akceptacji zatrzyma nienawiść i frustrację? Nie umiał przewidzieć co się stanie. Szkoda, że można podróżować jedynie w przeszłość.
Kolejne głębokie westchnięcie uciekło z jego ust w postaci gorącej pary szalejącej na lekkim wietrze. Zawsze był dobrej myśli, no dobra, nie zawsze, zazwyczaj i jeśli może żyć jeszcze chwilę w błogiej naiwności, to będzie tak żyć, chociaż do końca miesiąca, bo w końcu to nie tak, że nagle zaczną wprowadzać swoje plany w życie, prawda? Zastanowił się nad tym jeszcze raz, przerzucając spojrzenie na kruka jaki przysiadł na zwalonym drzewie.
-A ty co powiesz na ten temat?-zapytał luźno, wcale nie licząc na odpowiedź, bo w końcu to tylko zwierzę, nie odpowie mu, ale czy na pewno?
Zmrużył oczy przyglądając się ptaku, który odwzajemniał spojrzenie, przez które czuł się paskudnie mocno obserwowany w każdy możliwie najgorszy sposób. To paranoja? To prawda? Nie, przecież nawet jeśli coś złego będzie się działo, nawet jeśli zaatakują, to czemu on miałby się stać celem, czy nawet znaleźć przypadkiem w centrum wydarzeń, co? Nie chodzi za bardzo po zatłoczonych miejscach, no w pracy owszem, ale komu chciałoby się napadać sklep, bar czy środek ulicy? Mało wydajne mu się to wydawało, ale chaos jest najlepszym narzędziem, nieprawdaż? Czy gdyby sam miał zabijać, to czy by planował wszystko od początku do końca? Na pewno zadbałby o to, aby go nie rozpoznali i nie znaleźli, ale czy dbałby o dobór ofiar? Czy szaleństwo i przypadkowość nie są silną stroną tego planu? Nikt nie będzie się spodziewał gdzie może nastąpić kolejny atak, w jaki sposób będzie przeprowadzony. Czy oni mają właśnie taki plan? Atakować gdzie popadnie, byle tylko były ofiary?
Zmarszczył potężnie brwi, całkowicie zdegustowany swoimi myślami i planami, próbą przewidywania. To nie jego zadanie to przewidywać. Wstał w ławki z poczuciem swoistego dyskomfortu bycia we własnej skórze. Nie umiał sobie radzić ze złymi nowinami i teraz gdy jego umysł szukał na to sposobu, to jakoś czuł za każdym razem, że nie o to mu chodziło, co wprawiało go w niezręczność. Powinien być zły, zaniepokojony, smutny, przerażony. Dlaczego więc był jedynie ciekaw? Dlaczego był zaintrygowany? Był lekki stres, ale czemu tak bardzo nie dowierzał? Naprawdę dalej wierzył w głębi serca, że świat jest dobry, kochany i nic złego się nikomu nie stanie? Sam ledwo przeżył. Śmierć i zagrożenie są realne, a skoro rząd nie usuwał takich plotek, to znaczy, że chcą, aby społeczeństwo było gotowe na nadchodzące chmury burzowe niosące ze sobą szalenie wściekłe pioruny, których nienawiść była pielęgnowana latami. Chciał się tu doszukiwać powiązań z Londynem, Anglią, ludźmi tutaj, z klimatem, bo w końcu dlaczego akurat uczeń Hogwartu, a nie innej szkoły? Mieli zwyczajnie pecha, jak trzydzieści lat temu mieli Niemcy i jak wiele lat temu mieli Włosi, Japończycy i Hiszpanie.
Kruk zawołał za nim widząc nagły ruch.
-Nie bój się, nic ci nie zrobię. Nie mam powodu.-a czy powód jest potrzebny? Jakby nie patrzeć, to jak było do tej pory? Dajcie mi osobę, a znajdę powód, żeby ją zabić i wytłumaczyć to sensownie. Narodowość, czystość krwi, umiejętności, klątwy i choroby, wszystko było dozwolone, granice podlegały przełamaniom, brutalnym negocjacjom, bardziej przypominającym szantaż. Kto będzie po mugolakach i mugolach? Po kogo sięgną dalej? Na pewno mają plan, ale będą go wprowadzać stopniowo, pomału będą wybierać ziarna z mieszanki aż na końcu zostawią to co najgorsze, co brudne i złe. Zostawią siebie. Co kiedy zostaną sami? Rzucą się sobie do gardeł?
Jakby to było usługiwać czarodziejom? Em... no cóż... Na razie usługuje mugolom i nie jest to najlepsza robota, ani nie płacą dobrze, ani nie traktują go dobrze. Czy może być gorzej? Przesunął wzrokiem po kruku, postawił w jego stronę krok, jeden, drugi, trzeci, wysunął w jego stronę dłoń, powoli i ostrożnie. Małe oczy oceniły jego dłoń. Kolejny skrzek i ucieczka.
To nie jest łatwe życie, nigdy nie było, a jeśli ma być jeszcze gorsze to chyba zrezygnuje. Pytanie tylko czy czarodzieje staną w obronie tych, którzy nie obronią się sami. Z doświadczenia śmiało mógł powiedzieć, że nie. Obawiał się, że mordercze postulaty znajdą całkiem dużo fanów.
Jego rodzice nie wiedzieliby nawet jak się bronić, a on sam nie jest w stanie w żaden sposób im pomóc, bo sam siebie nie obroni jeśli będzie potrzeba. Zaklęcia obronne, magiczne zamki, zaklęcia kamuflujące. To nigdy nie były jego mocne strony, a transmutacja niewiele tu zdziała, bo co? Zmieni atakującego w leniwca? Wyczaruje magiczne, walczące koty? Śmieszne. Kpina. Żałosne. Na tyle go właśnie stać. Ukończył akademię, a mopuję podłogę, jak zwykły człowiek. Tyle lat edukacji, a on nie jest w stanie rzucić prostego zaklęcia gdy przyjdzie czarna godzina. Był zdany na to co władza zarządzi i to jak sobie poradzi z tym problemem. Nienawidził być zależnym od kogoś, a teraz był on i jego rodzina. Wypierał to, ale z każdą kolejną myślą coraz bardziej rozumiał swoje położenie. Uświadamiał sobie, jak wiele nie umie, do jak niewielu rzeczy jest zdolny. Musiał coś z tym zrobić, póki ma czas, póki nie wprowadzają drastycznie swoich postulatów w życie.
Przymykając powieki odetchnął głęboko, czując, jak płuc mu lekko drżą. Otworzył oczy, ale zapał do walki nie obudził się w nim. To nie książka gdzie rozwiązanie problemu przychodzi cudownie z pstryknięciem palca. Wiedział jednak jedno, musiał coś z tym wszystkim zrobić, ze sobą, musiał stać się silniejszy, musiał dorosnąć i doprowadzić się do takiego stanu, aby inni mogli na nim polegać, bo jeśli on nie zadba o siebie i swoją rodzinę, to nikt tego nie zrobi.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Neil Enfer (1585)




Wiadomości w tym wątku
[21.11.1970r.] Mauvaises nouvelles - przez Neil Enfer - 31.03.2024, 19:43

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa