31.03.2024, 22:35 ✶
Parłaby na przód, grałaby w cykora bo któż jak nie ona, dlaczego niby miałaby się wycofywać. Mogła też mu jebnąć, bo czemu nie, nigdy za sobą nie przepadali a fakt, ze zajął miejsce Alastora w drużynie...
...w sumie te opadające loczki, kolor włosów, nie myślała za bardzo gdy ręką sięgnęła do lekko pofalowanego pasma, totalnie olewając to co wypłosz mówił. Wyglądały podobnie, tak samo układały się na ręce, choć może to kiepskie oświetlenie łazienki wspierały myśl... niezdrowie kuszącą myśl. Gdy doszedł do tego prosty gest głaskania w okolicy szyi, nie była w stanie opanować drżenia, instynktownego odruchu i rozczarowania. Brakło jej szorstkości, tego znanego nacisku, palców znających na pamięć ścieżki do ukojenia myśli, uśpienia skołowanego, osamotnionego umysłu.
Jej twarz wykrzywiła się w niezadowoleniu, a Isaac pozbawił się wątpliwie słodkiego ciężaru ze swoich ud.
– Dah, oczywiście że nikt nie wie od czego zginęła ciołku – parsknęła ćmiąc swoją fajkę i nie komentując tego, że trochę jej zaimponowało jak szybko pozbył się swojej i nie wypluł sobie przy okazji płuc. – Mówię o tym, że znam kogoś kto widział trupa o tu, tu leżała, drętwa jak deska z wytrzeszczonymi oczami. – przeszła kilka kroków i wskazała miejsce w podłodze, które pasowało jej do niezbyt detalicznego opisu. Morpheus może i opowiadał o tym zajściu, ale inne rzeczy, inne emocje wtedy przez niego przemawiały, a nie konkretny numer kafelka zakrytego przez ciało Jęczącej Marthy. – Ludzie się po tym zesrali, kumasz tak, jakby coś nas tu zajebało?– pytanie nie niosło zmartwienia, raczej chorą fascynację tematem. – Dobrze, że była ubrana, nie wyobrażam sobie totalnie umrzeć na kiblu. Jak już to wolałabym zjebać się z miotły.
...w sumie te opadające loczki, kolor włosów, nie myślała za bardzo gdy ręką sięgnęła do lekko pofalowanego pasma, totalnie olewając to co wypłosz mówił. Wyglądały podobnie, tak samo układały się na ręce, choć może to kiepskie oświetlenie łazienki wspierały myśl... niezdrowie kuszącą myśl. Gdy doszedł do tego prosty gest głaskania w okolicy szyi, nie była w stanie opanować drżenia, instynktownego odruchu i rozczarowania. Brakło jej szorstkości, tego znanego nacisku, palców znających na pamięć ścieżki do ukojenia myśli, uśpienia skołowanego, osamotnionego umysłu.
Jej twarz wykrzywiła się w niezadowoleniu, a Isaac pozbawił się wątpliwie słodkiego ciężaru ze swoich ud.
– Dah, oczywiście że nikt nie wie od czego zginęła ciołku – parsknęła ćmiąc swoją fajkę i nie komentując tego, że trochę jej zaimponowało jak szybko pozbył się swojej i nie wypluł sobie przy okazji płuc. – Mówię o tym, że znam kogoś kto widział trupa o tu, tu leżała, drętwa jak deska z wytrzeszczonymi oczami. – przeszła kilka kroków i wskazała miejsce w podłodze, które pasowało jej do niezbyt detalicznego opisu. Morpheus może i opowiadał o tym zajściu, ale inne rzeczy, inne emocje wtedy przez niego przemawiały, a nie konkretny numer kafelka zakrytego przez ciało Jęczącej Marthy. – Ludzie się po tym zesrali, kumasz tak, jakby coś nas tu zajebało?– pytanie nie niosło zmartwienia, raczej chorą fascynację tematem. – Dobrze, że była ubrana, nie wyobrażam sobie totalnie umrzeć na kiblu. Jak już to wolałabym zjebać się z miotły.
Potwierdzam, nie zaprzeczam. Pan uczciwy, ja prosiłam.