01.04.2024, 05:05 ✶
- Nic mi nie jest - machnął na jej pytanie ręką, zbywając ją nieco w tym momencie, bo prawdę powiedziawszy to nie miał czasu nawet bardzo się sobie przyjrzeć. Czuł się dobrze, a więc znaczyło to, że absolutnie nic mu nie było. Potem najwyżej dostanie ochrzan od jego najdroższej siostry. Nie pierwszy, nie ostatni raz.
Może tej czającej się czujnie w okienku pracownicy, płacili od wynajętego pokoju? A przynajmniej coś podobnego przetoczyło się Atreusowi przez głowę, kiedy zatrzymał się na brzmienie jej głosu. A może zwyczajnie mieli w tym momencie na tyle mało mieszkańców, by wszystkich była w stanie policzyć na palcach jednej ręki. Albo miała fotograficzną pamięć. W każdym razie, uśmiechnął się do niej grzecznie, podczas gdy Brenna zaszczebiotała obok niego radośnie, wcielając się w jakąś uroczą rolę.
- Mark? - odwrócił twarz w jej stronę, wyraźnie się jakby nad tym zastanawiając. Ale nawet nie miał jak odpowiedzieć, bo katarynka ruszyła dalej. W końcu tylko pokiwał głową. - Mhm, dokładnie taki sam jak moje. Mamy je z kuzynem Markiem po naszych mamach, widzi pani. Po mojej stronie rodziny wszyscy prawie z takimi biegają, niebywałe doprawdy, czego to matka natura nie wymyśli - zaczął pleść, pochylając się nawet w tym wszystkim nieco do okienka, żeby sobie pani dyżurna mogła popatrzeć i uśmiechnął się do niej szelmowsko. Kobiety wydawała się nieco niepewna, ale nawet jej się nie dziwił, biorąc pod uwagę fakt, jak Brenna gładko zasypywała ją kolejnymi słowami.
- Thomas. Thomas Edgars, przyjemność po mojej stronie. Może znalazłby się jakiś blisko kuzyna dla mnie i dla żony? A nawet jeśli to nie kuzyn, to może jest to dzień, w którym przez pokrętną pomyłkę zawiąże się wieloletnia przyjaźń? Eh, co ja gadam. Widzi pani, ostatnio widzieliśmy taki jeden film z podobnymi niespodziankami, aż chciałoby się w jednym pożyć, nie sądzi pani? - uśmiechnął się do niej jowialnie, gadając kiedy kobieta wypełniała księgę gości i wydawała im kluczyk do przeznaczonego pokoju. Pożegnał się z nią jeszcze, równie wesoło, nonszalancko ruszając dalej w kierunku schodów. Zakręcił kluczami na palcu parę razy, a uśmiech nieco mu zmalał, spuszczając nieco z tonu tego obrzydliwie słodkiego i przyjaznego.
- Właśnie miałam nieprzyjemne uczucie, słysząc, jak nazywasz się twoim mężem. - zakomunikował Brennie, kiedy znaleźli się grubo poza zasięgiem słuchu recepcjonistki, uśmiechając się do niej z lekkim zażenowaniem. - Przypomniało mi się Beltane, kiedy kapłanki wcisnęły mi to picie z amortencją i zacząłem ci się oświadczać? Jakoś tak? Aż nie chce mi się wierzyć, że była to najmniej dziwna rzecz, która wydarzyła się tamtego dnia.
Weszli po schodach na drugie piętro, a Bulstrode, mimo że wciąż kroczący sobie z nonszalancką manierą, rozejrzał się po rzędzie drzwi i znajdujących się przy nich okien, jakby oczekiwał że gdzież za nimi będzie się krył ich poszukiwany. Jakkolwiek się jednak nie starał, wszystko wyglądało tak samo spokojnie i wreszcie doszli do swojego pokoju. Klucz szczęknął w drzwiach, a on otworzył je i zaprosił Longbottom pierwszą do środka.
- Zapraszam, pani Edgars, mam nadzieję, że apartamenty będą spełniać pani standardy - rzucił, rozbawionym tonem, wkraczając za nią do pokoju i zamykając za sobą drzwi. - Ale dziura. - podsumował jednak zaraz, kiedy tylko omiótł spojrzeniem wnętrze.
Może tej czającej się czujnie w okienku pracownicy, płacili od wynajętego pokoju? A przynajmniej coś podobnego przetoczyło się Atreusowi przez głowę, kiedy zatrzymał się na brzmienie jej głosu. A może zwyczajnie mieli w tym momencie na tyle mało mieszkańców, by wszystkich była w stanie policzyć na palcach jednej ręki. Albo miała fotograficzną pamięć. W każdym razie, uśmiechnął się do niej grzecznie, podczas gdy Brenna zaszczebiotała obok niego radośnie, wcielając się w jakąś uroczą rolę.
- Mark? - odwrócił twarz w jej stronę, wyraźnie się jakby nad tym zastanawiając. Ale nawet nie miał jak odpowiedzieć, bo katarynka ruszyła dalej. W końcu tylko pokiwał głową. - Mhm, dokładnie taki sam jak moje. Mamy je z kuzynem Markiem po naszych mamach, widzi pani. Po mojej stronie rodziny wszyscy prawie z takimi biegają, niebywałe doprawdy, czego to matka natura nie wymyśli - zaczął pleść, pochylając się nawet w tym wszystkim nieco do okienka, żeby sobie pani dyżurna mogła popatrzeć i uśmiechnął się do niej szelmowsko. Kobiety wydawała się nieco niepewna, ale nawet jej się nie dziwił, biorąc pod uwagę fakt, jak Brenna gładko zasypywała ją kolejnymi słowami.
- Thomas. Thomas Edgars, przyjemność po mojej stronie. Może znalazłby się jakiś blisko kuzyna dla mnie i dla żony? A nawet jeśli to nie kuzyn, to może jest to dzień, w którym przez pokrętną pomyłkę zawiąże się wieloletnia przyjaźń? Eh, co ja gadam. Widzi pani, ostatnio widzieliśmy taki jeden film z podobnymi niespodziankami, aż chciałoby się w jednym pożyć, nie sądzi pani? - uśmiechnął się do niej jowialnie, gadając kiedy kobieta wypełniała księgę gości i wydawała im kluczyk do przeznaczonego pokoju. Pożegnał się z nią jeszcze, równie wesoło, nonszalancko ruszając dalej w kierunku schodów. Zakręcił kluczami na palcu parę razy, a uśmiech nieco mu zmalał, spuszczając nieco z tonu tego obrzydliwie słodkiego i przyjaznego.
- Właśnie miałam nieprzyjemne uczucie, słysząc, jak nazywasz się twoim mężem. - zakomunikował Brennie, kiedy znaleźli się grubo poza zasięgiem słuchu recepcjonistki, uśmiechając się do niej z lekkim zażenowaniem. - Przypomniało mi się Beltane, kiedy kapłanki wcisnęły mi to picie z amortencją i zacząłem ci się oświadczać? Jakoś tak? Aż nie chce mi się wierzyć, że była to najmniej dziwna rzecz, która wydarzyła się tamtego dnia.
Weszli po schodach na drugie piętro, a Bulstrode, mimo że wciąż kroczący sobie z nonszalancką manierą, rozejrzał się po rzędzie drzwi i znajdujących się przy nich okien, jakby oczekiwał że gdzież za nimi będzie się krył ich poszukiwany. Jakkolwiek się jednak nie starał, wszystko wyglądało tak samo spokojnie i wreszcie doszli do swojego pokoju. Klucz szczęknął w drzwiach, a on otworzył je i zaprosił Longbottom pierwszą do środka.
- Zapraszam, pani Edgars, mam nadzieję, że apartamenty będą spełniać pani standardy - rzucił, rozbawionym tonem, wkraczając za nią do pokoju i zamykając za sobą drzwi. - Ale dziura. - podsumował jednak zaraz, kiedy tylko omiótł spojrzeniem wnętrze.