01.04.2024, 10:20 ✶
Dziewczynka nie znała się zbyt dobrze na kłamaniu, nie znała się zbyt dobrze na prawdzie ukrywanej za fasadą radzenia sobie z życiem, twardości słów chowanych głęboko w sercu. Ale coś w postawie, w słowach Neila zarażało przygnębieniem.
– Czyż radością nie są przeciwności losu, które udało nam się zwalczyć? – brzmiała dziwnie głucho, jakby nie mówiła mądrością swojej małej główki, ale lekcjami tych, którzy odeszli, tych, którzy razem z nią przemierzali bezczas i bezprzestrzeń.
Neil jednak słusznie zauważył, że wspomnienie blakło, rozmywało się pozostawiając wokół siebie rozmyte, czarnobiałe obrazy pachnące siarką i zwęglonym drzewcem niewielkiej zapałki, która dogasła w widmowych dłoniach.
Znów znaleźli się na ulicy, znów znaleźli się pośród londyńskiego zgiełku, w dziwacznej aurze sprawiającej, że ludzie podążający chodnikiem znajdowali się jakby poza ich dwójką. Życie i teraźniejszość nie dotykały ich wcale, tych dwójki nieznajomych, którzy znaleźli się na granicy dwóch światów. Na ten krótki moment, jeszcze raz, jeszcze ostatni raz.
Sprzedająca zapałki nie wyglądała dobrze. Naciągnęła na ramiona widmowe szmaty, poszarpane chusty, rozpadające się w dłoniach od brudu i starości tkaniny. Teraz już nie mógł mieć wątpliwości, że widzi przed sobą ducha. Istota była skulona, na pół przezroczysta, zszarzała, ulotna...
– Tak zimno, tak bardzo zimno...– jej broda drżała, skostniałe palce wyciągnęły z pudełka trzecią zapałkę, na której skupione były do cna oczy gasnącego duszka.
– Czyż radością nie są przeciwności losu, które udało nam się zwalczyć? – brzmiała dziwnie głucho, jakby nie mówiła mądrością swojej małej główki, ale lekcjami tych, którzy odeszli, tych, którzy razem z nią przemierzali bezczas i bezprzestrzeń.
Neil jednak słusznie zauważył, że wspomnienie blakło, rozmywało się pozostawiając wokół siebie rozmyte, czarnobiałe obrazy pachnące siarką i zwęglonym drzewcem niewielkiej zapałki, która dogasła w widmowych dłoniach.
Znów znaleźli się na ulicy, znów znaleźli się pośród londyńskiego zgiełku, w dziwacznej aurze sprawiającej, że ludzie podążający chodnikiem znajdowali się jakby poza ich dwójką. Życie i teraźniejszość nie dotykały ich wcale, tych dwójki nieznajomych, którzy znaleźli się na granicy dwóch światów. Na ten krótki moment, jeszcze raz, jeszcze ostatni raz.
Sprzedająca zapałki nie wyglądała dobrze. Naciągnęła na ramiona widmowe szmaty, poszarpane chusty, rozpadające się w dłoniach od brudu i starości tkaniny. Teraz już nie mógł mieć wątpliwości, że widzi przed sobą ducha. Istota była skulona, na pół przezroczysta, zszarzała, ulotna...
– Tak zimno, tak bardzo zimno...– jej broda drżała, skostniałe palce wyciągnęły z pudełka trzecią zapałkę, na której skupione były do cna oczy gasnącego duszka.
Bard Beedle prowadzony przez Millie Moody