Mógł wysyłać jakieś listy, z wyjaśnieniami, prośbami czy nawet i przeprosinami. Lecz także nie musiał tego robić, jeżeli po jednym nie otrzymał odpowiedzi. Zaprzestał. Nie chciał jej nachodzić, być tym irytującym byłym, jak to mawiają inne kobiety. Dał jej spokój. Dał jej żyć po swojemu. Lecz na pewno im obojgu było ciężko.
Zgodziła się iść na kawę. Uszanował to, że nie chciała o sprawach prywatnych rozmawiać w tym miejscu. Już wtedy, kiedy się zeszli, unikali tego. Lepiej zaś byłoby to utrzymywać nadal.
Camille nawet przyznała się do tego, że na ów listy nie odpisywałaby. Może i nawet tego nie robiła, dlatego odpowiedzi nie dostał. Skoro wyjaśnił jej wszystko w cztery oczy. Nie wysłał nawet zaproszenia na ślub, aby nie ranić jej jeszcze bardziej. A także, samego siebie.
Zrobił jej przejście. Aby mogli ruszyć razem w kierunku wyjścia z budynku.- Wystarczy, że przejdziemy do pobliskiej. Nie będę zabierał Ci za dużo czasu. Dostosuję się do Ciebie.
Zgodzi się na jakiekolwiek miejsce, jakie wybierze Camille, aby tylko zechciała z nim porozmawiać. Spędzić te kilka dodatkowych minut, po których jasno może wyjaśniliby sobie przyszłość między sobą. Czy mu wybaczy i zechce utrzymywać kontakt. Czy może nie chce go widzieć do końca życia i mieć jakiekolwiek relacje. Jemu zależało na odbudowaniu tego, co sam zniszczył.
Kiedy zeszli już na dół, na parter. Pamiętał, że nie lubiła za bardzo tego dżentelmeńskiego zachowania, aby otwierano jej drzwi. Uczyniłby to, ale powstrzymał się, pozwalając jej jako pierwszej wyjść z budynku. Pogoda dopisywała. Pozostało tylko wybrać kierunek, do jakiego lokalu się udadzą. Zostawił jej tę decyzję.