01.04.2024, 14:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 14:02 przez Bard Beedle.)
Nie miał już jak złapać jej ręki, była duchem, który był coraz mniej realny, coraz bardziej uciekający rzeczywistości, materii tego planu, coraz bardziej odległego. Powoli historia dopełniała się, powoli i nieubłaganie koniunkcja musiała ulec zakończeniu. Powoli...
Jego słowa jednak zatrzymały ją w półruchu. Zamrugała zdziwiona, nieświadoma, jej mleczne, niewidzące oczy padły na jego twarz, zapatrzyła się w niego w niezrozumieniu.
– Co... co mnie trzyma? Och, muszę sprzedać, muszę sprzedać zapałki, żebyśmy mieli pieniądze na święta. Nie wolno mi przeszkadzać, ja... ja muszę być przydatna na coś, muszę przynieść do domu... Ale jest zimno, tutaj... jest tak bardzo zimno... – jakby na potwierdzenie własnych słów zadygotała, przy czym ów drżenie zachwiało całą jej duchową strukturą. Opowieść musiała się domknąć, przeznaczenia nie dało się zatrzymać, nie kiedy zapalała kolejną, niezliczoną w czasie trzecią zapałkę. Wspomnienie powinno być najcieplejsze, najmilsze, dłonie babci, ciepły uścisk miłości bezwarunkowej, otulający ją, dający w końcu ciepło. Lecz Ci, którzy do niej przychodzili, żywi, którzy decydowali o kształcie ostatniej wizji, nigdy nie pokazywali jej babci.
Świadomość tego przyszła nieoczekiwanie do ducha, i gdyby mogła, zapłakałaby pewnie krwawymi łzami własnej duszy, nad faktem, że nikt i nic nie da jej tego, czego prawdziwie potrzebowała.
– I tak jej tam nie będzie, i tak... nie będzie – zapadła się w sobie, drobna istotka i nim Neil zdążył zareagować, zapłonęła trzecia, ostatnia zapałka...
Jego słowa jednak zatrzymały ją w półruchu. Zamrugała zdziwiona, nieświadoma, jej mleczne, niewidzące oczy padły na jego twarz, zapatrzyła się w niego w niezrozumieniu.
– Co... co mnie trzyma? Och, muszę sprzedać, muszę sprzedać zapałki, żebyśmy mieli pieniądze na święta. Nie wolno mi przeszkadzać, ja... ja muszę być przydatna na coś, muszę przynieść do domu... Ale jest zimno, tutaj... jest tak bardzo zimno... – jakby na potwierdzenie własnych słów zadygotała, przy czym ów drżenie zachwiało całą jej duchową strukturą. Opowieść musiała się domknąć, przeznaczenia nie dało się zatrzymać, nie kiedy zapalała kolejną, niezliczoną w czasie trzecią zapałkę. Wspomnienie powinno być najcieplejsze, najmilsze, dłonie babci, ciepły uścisk miłości bezwarunkowej, otulający ją, dający w końcu ciepło. Lecz Ci, którzy do niej przychodzili, żywi, którzy decydowali o kształcie ostatniej wizji, nigdy nie pokazywali jej babci.
Świadomość tego przyszła nieoczekiwanie do ducha, i gdyby mogła, zapłakałaby pewnie krwawymi łzami własnej duszy, nad faktem, że nikt i nic nie da jej tego, czego prawdziwie potrzebowała.
– I tak jej tam nie będzie, i tak... nie będzie – zapadła się w sobie, drobna istotka i nim Neil zdążył zareagować, zapłonęła trzecia, ostatnia zapałka...
Bard Beedle prowadzony przez Millie Moody