01.04.2024, 14:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 14:43 przez Samuel McGonagall.)
Samuel siedział na tym udawanym pikniku pośród udawanych drzew udawanej Kniei i próbował nadal udawać Księcia, skoro posrebrzany diadem lśnił mu mocno osadzony między jasnymi, przyciętymi kosmykami. Przyjął zaproszenie, głównie jednak z powodu Septimy Ollivander, aniżeli Morpheusa, który co prawda zaprosił go na tę potańcówkę, ale samym tym zaproszeniem wprowadził na tyle dużo zamieszania... Teraz to już nie było tak istotne jak godzinę czy dwie temu, teraz można było jeść z patery, sięgając po owoce lub wysuwając je z palców leżącego mężczyzny.
– Tak było. Syreny na szczęście nie odnalazłem, istnieje szansa więc, że trafiła niedługo potem do swojego habitatu. – tak to było z pół dzikim mężczyzną, który całe życie spędził w tej prawdziwej Kniei. Czasem zdarzało mu się sięgnąć po specjalistyczną wiedzę pozostawioną mu przez matkę i brzmiał nienaturalnie dobrze. – Zazdroszczę trochę, chciałbym zobaczyć syrenę w pełnej okazałości, miałem szanse widzieć je tylko na rycinach w książkach pozostawionych przez dziadka. – westchnął patrząc w kierunku parkietu, choć nie interesował się ruchami zebranych tam par, ani ich strojami, a raczej mirażem zmrożonego jeziora.
Kolejne winogrono znalazło się w ustach, zamyślony, trochę nieobecny, przypominał jak nigdy wcześniej swojego ojca, choć nie robił tego w żaden sposób świadomie.
– Brenna cały czas mnie namawia na wyjazd poza Dolinę. Ostatnio dała mi nawet przewodnik po magicznym Londynie. Zupełnie jakby nie wiedziała – powiedział być może więcej niż chciał powiedzieć, nawykiem kogoś, kto zbyt wiele czasu spędził w samotności mówiąc do siebie.
– Tak było. Syreny na szczęście nie odnalazłem, istnieje szansa więc, że trafiła niedługo potem do swojego habitatu. – tak to było z pół dzikim mężczyzną, który całe życie spędził w tej prawdziwej Kniei. Czasem zdarzało mu się sięgnąć po specjalistyczną wiedzę pozostawioną mu przez matkę i brzmiał nienaturalnie dobrze. – Zazdroszczę trochę, chciałbym zobaczyć syrenę w pełnej okazałości, miałem szanse widzieć je tylko na rycinach w książkach pozostawionych przez dziadka. – westchnął patrząc w kierunku parkietu, choć nie interesował się ruchami zebranych tam par, ani ich strojami, a raczej mirażem zmrożonego jeziora.
Kolejne winogrono znalazło się w ustach, zamyślony, trochę nieobecny, przypominał jak nigdy wcześniej swojego ojca, choć nie robił tego w żaden sposób świadomie.
– Brenna cały czas mnie namawia na wyjazd poza Dolinę. Ostatnio dała mi nawet przewodnik po magicznym Londynie. Zupełnie jakby nie wiedziała – powiedział być może więcej niż chciał powiedzieć, nawykiem kogoś, kto zbyt wiele czasu spędził w samotności mówiąc do siebie.