Właśnie. Randka. Jeżeli to słowo w liście padło, to Nicholas nie przykuwał na niego zbyt dużej uwagi. A może jednak? Stąd jego wahania nad odpowiedzią? Ta kalkulacja, w jaki sposób zastanawiał się, co mu odpowiedzieć? Nie działały na niego uroki magiczne. Nie willi czy też selkie. Jakiekolwiek. Na niego sam Laurent działał inaczej, choćby z nim przebywając. Te jego piękne oczy, były przykuwające znaczną uwagę. Niespotykane. Jakby, nieludzkie w swojej barwie.
Być może Nicholas podobnie jak w przypadku wcześniejszych spotkań, postanowił to potraktować jako test. Zorientowanie się, jak może wyglądać randka z drugim facetem. Czy tak samo jak z kobietą? Na żadnej nie był. Nie widział takiej potrzeby w życiu, aby kogoś obdarowywać upominkami, uprzyjemniać mu czas. Gdziekolwiek by nie był z kimkolwiek. Wszystko traktował zwyczajne. Biznesowo. Koleżeńsko. Niewiele też może tradycji wynosił z własnego domu. Mógł z nich nawet zrezygnować, twierdząc na zasadzie "szkoda galeona", "strata czasu", i tak dalej.
Błędnie Nicholas sądził, że zakończy temat dokonywania wyboru na temat przyjścia tutaj, czy też udzielenia odpowiedzi odmowy. Laurent drążył temat, ciekawym będąc co przeważyło w tej decyzji. Nicholas spojrzał na niego z uniesieniem brwi, nie bardzo wiedząc co mu na to odpowiedzieć.
To nie tak, że siedział i robił na pergaminie tabelkę, piórem wypisując plusy i minusy spotkania. Takiej ”randki”. Nie wyrywał płatków z jakiegoś kwiatka, choćby słonecznika z loterią iść, nie iść. Nie pytał nawet nikogo o porady. Nie rzucał monetą. Opcji mogło być wiele. Zabawnych. Na tak poważnego Niewymownego.
- Ciekawość…Rzucił jednym słowem. Odwracając od razu wzrok, głowę i samego siebie w kierunku ruszenia dalej. W stronę tego całego baru, pubu? Musiało to dziwnie zabrzmieć z jego słów. Porządnego Niewymownego z Departamentu Tajemnic. Który nie zna się na żartach. Poczuciu humoru.
Również swoją osobą, Travers nie pasował kompletnie do panującego wnętrza i atmosfery tego lokalu. Niczym czarny wilk, który zabłądził w nieodpowiedni rejon stada. Gwar, hałas, irytująca muzyka. Pajacowanie, zwane tańcem na parkiecie. Dlaczego właśnie to jego Laurent zaprosił do tego miejsca? Czy ta ciekawość, nie zaprowadziła go właśnie do piekła? Gorszego niżeli już w takim jest?
"Żeby spędzić z tobą czas…" – te słowa odbiły się w jego umyśle. Niby jak mieliby tutaj spędzić ze sobą czas? To nie był jego klimat. Ponownie Nicholas rozejrzał się po otoczeniu. Czy mógłby uznać to miejsce, za świat Laurenta, w jakim lubił się obracać?Kiedy padły kolejne słowa Laurenta. Jakoby ukazujące fakt, że nikt nie chciałby z nim iść na randkę. Nicholas znów przeniósł na niego swoje chłodne spojrzenie.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jako jedyny wyraziłem zgodę? Wysłałeś zaproszenie do kogoś jeszcze?
Tak odebrał jego słowa. Pytanie? Aż westchnął ciężko. Może przeżyje. Napiją się, porozmawiają i pójdą w swoją stronę.
- Mamy tutaj jakiś stolik?
Skoro zaproszenie, to i może była z tym związana jakaś rezerwacja? Nicholas chciał już odbębnić to spotkanie. Już nawet zaczął rozglądać się za jakimś miejscem w kącie, w ukryciu. A że był wysoki, powinien coś dostrzec. O ile nie było rezerwowane na nazwisko Prewetta.