Będzie tu czekać. Chyba nie był przekonany do tych słów. Oczywiście, że był to żart ze strony żółtego. A czy ze strony Hollowa też, to już zostawało do dyskusji. On sam się nad tym nie zastanawiał, a właściwie to nie zakładał niczego konkretnego. Nigdy nie lubił tego robić, nawet w najbardziej trywialnych sytuacjach. Zbyt dobrze wiedział, że jego nastrój i zamiary mogą się łatwo zmienić, najłatwiej właśnie w szczegółach. Brak zobowiązań był wygodny, zawsze można było coś zmienić. Coś poprawić. A czy zamierzał tu wrócić z ofertą? To też nie było wykluczone.
Ich rozmowę przerwał podpity kibic, który ewidentnie nie chciał zejść ze swojej koleiny pokrętnej alkoholowej logiki. Hollow jeszcze za mało wypił na takie dyskusje.
— Sły... Co? — chciał odpyskować pijakowi, ale wtedy z ust barmana padło imię, którego zupełnie się nie spodziewał. Spojrzał zaskoczony na chińczyka i nie był pewien, czy powinien zaprzeczyć, czy może raczej przytaknąć dla bezpieczeństwa.
Evans wyraźnie się zawahał, zerknął na drzwi od zaplecza, na chłystka na stołku, na Neila i strzepnął niewidzialny brud ze swoich rękawów.
— Jego powinien wywalić — burknął, obracając się powoli z powrotem w stronę telewizora. — A ty mi to polej lepiej, a nie — dodał jeszcze i mruknął pod nosem coś, co mogło być jakimś kolejnym epitetem, ale szybko jego uwagę odwróciła kolejna akcja na ekranie, a jakiś kolega pociągnął go z powrotem na stołek.
Hollow zerknął na chińczyka.
— To było... ciekawe... ryzykowne — wymruczał, przez zasłonkę whisky i rozkojarzenia w ogóle nie zauważając swojej oczywistej pomyłki.