01.04.2024, 17:40 ✶
Ten dzień był zajebisty z kilku powodów. Po pierwsze, okazało się, że wypłata wpadła o te kilka galeonów wyższa niż się spodziewała, a to oznaczało kilkudniowy rajd po ulubionych sklepikach magicznego Londynu. Oczywiście obowiązkowo nie mogło być to cokolwiek pożytecznego, jak choćby lżejsze wiosenne buty, dobry szampon czy jakiekolwiek zdrowe jedzenie z którego można by ugotować zdrowy, pożywny posiłek.
Och nie. Mildred uwielbiała sklepy mydlarsko-powidlarskie ZWŁASZCZA te prowadzone przez jej rodzinę. Z piękną Ambroziją umówiła się na za kilka dni (do tej baby zawsze trzeba było z zapowiedzią, ale nie narzekała, do tego czasu dzięki premii będzie mogła kupić kilka nalewek do babskiej degustacji i babulenia nad kartami). Dziś na celowniku panny Moody było Dominium Rozmaitości Terrencjusza Wspaniałego, który może i nie dawał jej zniżek, ale zawsze było się fajnie spotkać i poodstraszać mu klientów. Czasem trafiała na tych, których wysuszony kuzyn nie chciał, czasem trafiała na tłuste wieloryby, które byłyby cennym wsparciem kupcowego budżetu. Była ciekawa na co trafi dziś.
Nie spodziewała się, że trafi na wszechobecny smród.
– Ja pierdolę kurwa serio? Co to za pierdy trola?! Żądam rękojmi za straty boralne! Hej, Terry? Benny? Już Was ścięło z nóg? – weszła pewnie do środka zatykając sobie odważnie nos. – Nie bacie boże żadney baści na smród? To wchodzi w ubrania? – dopytywała łażąc po sklepiku i oglądając głównie podłogę jakby rzeczywiście spodziewała się znaleźć na niej półżywe dywaniki z prowadzących ten mały ale jakże urokliwy (i śmierdzący oecnie) przybytek.
Och nie. Mildred uwielbiała sklepy mydlarsko-powidlarskie ZWŁASZCZA te prowadzone przez jej rodzinę. Z piękną Ambroziją umówiła się na za kilka dni (do tej baby zawsze trzeba było z zapowiedzią, ale nie narzekała, do tego czasu dzięki premii będzie mogła kupić kilka nalewek do babskiej degustacji i babulenia nad kartami). Dziś na celowniku panny Moody było Dominium Rozmaitości Terrencjusza Wspaniałego, który może i nie dawał jej zniżek, ale zawsze było się fajnie spotkać i poodstraszać mu klientów. Czasem trafiała na tych, których wysuszony kuzyn nie chciał, czasem trafiała na tłuste wieloryby, które byłyby cennym wsparciem kupcowego budżetu. Była ciekawa na co trafi dziś.
Nie spodziewała się, że trafi na wszechobecny smród.
– Ja pierdolę kurwa serio? Co to za pierdy trola?! Żądam rękojmi za straty boralne! Hej, Terry? Benny? Już Was ścięło z nóg? – weszła pewnie do środka zatykając sobie odważnie nos. – Nie bacie boże żadney baści na smród? To wchodzi w ubrania? – dopytywała łażąc po sklepiku i oglądając głównie podłogę jakby rzeczywiście spodziewała się znaleźć na niej półżywe dywaniki z prowadzących ten mały ale jakże urokliwy (i śmierdzący oecnie) przybytek.