01.04.2024, 18:26 ✶
Brenna trzymała po prostu Avelinę w ramionach, nic już nie mówiąc, a pozwalając jej szlochać, zamkniętej w mocnym uścisku. Żadne słowa nie mogły tu pomóc. Nic chyba nie mogło pomóc i pozostawało tylko mieć nadzieję.
Że pewnego dnia wszystko będzie może nie dobrze, ale lepiej.
Że Avelina znowu będzie szczęśliwa.
- Myślę, że wiesz, co robić - powiedziała w końcu, gdy Avelina cofnęła się. Paxton zdawała się naprawdę doskonale świadoma, co zrobić powinna: pytaniem pozostawało czy wystarczy jej do tego siły. A Brennie pozostawało po prostu pozostać w pobliżu i starać się ją wspierać, niezależnie od tego, czy na ostatecznie podjętą decyzję będzie zgrzytała zębami. - Chcesz, żebym dziś u ciebie została? - zapytała jeszcze, bo wprawdzie była ledwo żywa, a jutro czekało ją całkiem sporo do zrobienia, ale nie chciała, aby Avelina pozostała sama w pustym mieszkaniu i mierzyła się w samotności ze wszystkim, co kryło się w mroku. Ze wspomnieniami z nawiedzonego statku widmo, i z myślami o Augustusie Rookwoodzie. Oraz o tym wszystkim innym, co może wobec tych było mało ważne, ale gromadziło się przecież i powoli odbierało siły, wprowadzało zamęt w głowie. Nawet jeżeli i Avelinę zmęczenie miało szybko pokonać, to być może nie chciała zasypiać w opustoszałym mieszkaniu.
Niezależnie od odpowiedzi, chwilę później Brenna pociągnęła przyjaciółkę w ciemność, w stronę kamienicy, w której ta mieszkała, chcąc odeskortować ją na sam próg. I chociaż przez moment nie myślała o statku, o Zakonie, o rodzinie, o Beltane, a jedynie o tym, jak rozkosznie byłoby udusić Augusta Rookwooda.
Że pewnego dnia wszystko będzie może nie dobrze, ale lepiej.
Że Avelina znowu będzie szczęśliwa.
- Myślę, że wiesz, co robić - powiedziała w końcu, gdy Avelina cofnęła się. Paxton zdawała się naprawdę doskonale świadoma, co zrobić powinna: pytaniem pozostawało czy wystarczy jej do tego siły. A Brennie pozostawało po prostu pozostać w pobliżu i starać się ją wspierać, niezależnie od tego, czy na ostatecznie podjętą decyzję będzie zgrzytała zębami. - Chcesz, żebym dziś u ciebie została? - zapytała jeszcze, bo wprawdzie była ledwo żywa, a jutro czekało ją całkiem sporo do zrobienia, ale nie chciała, aby Avelina pozostała sama w pustym mieszkaniu i mierzyła się w samotności ze wszystkim, co kryło się w mroku. Ze wspomnieniami z nawiedzonego statku widmo, i z myślami o Augustusie Rookwoodzie. Oraz o tym wszystkim innym, co może wobec tych było mało ważne, ale gromadziło się przecież i powoli odbierało siły, wprowadzało zamęt w głowie. Nawet jeżeli i Avelinę zmęczenie miało szybko pokonać, to być może nie chciała zasypiać w opustoszałym mieszkaniu.
Niezależnie od odpowiedzi, chwilę później Brenna pociągnęła przyjaciółkę w ciemność, w stronę kamienicy, w której ta mieszkała, chcąc odeskortować ją na sam próg. I chociaż przez moment nie myślała o statku, o Zakonie, o rodzinie, o Beltane, a jedynie o tym, jak rozkosznie byłoby udusić Augusta Rookwooda.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.