01.04.2024, 20:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 20:10 przez Brenna Longbottom.)
– Ładnie to tak, oferować papierosy nieletnim? – spytała Brenna, oczywiście nie sięgając po papierosa. Na komplement – nie – komplement tylko przekrzywiła lekko głowę na bok, ani trochę nie zakłopotana czy przejęta: może sporo nastolatek przywiązywałoby większą wagę do takich słów z ust starszego chłopca, ale Brenna po prostu nigdy nie brała takich rzeczy na poważnie. – Ja zawsze ładnie wyglądam – oświadczyła, robiąc przy tym nieco komiczną minę.
Brenna dobre maniery, jak już sama wyjaśniła, znała całkiem dobrze. Gorzej, że niekoniecznie ich przestrzegała i jak na małolatę z Gryffindoru przystało: bywała aż nazbyt bezczelna. Dlatego kiedy on dmuchnął na nią dymem i papierosa wcisnął sobie w usta, ona po prostu bezceremonialnie rzeczonego papierosa mu zabrała i z pewną satysfakcją wdeptała go w ziemię.
– Jestem wyluzowana, to ty masz umrzeć w mękach nie. I „zamknij się”? Naprawdę sądzisz, że jak powiesz, żebym się zamknęła, to się zamknę? Co najwyżej będę mówiła dwa razy więcej, tylko dlatego, że chciałeś, żebym się zamknęła…
Pewnie wyrzucałaby z siebie kolejne słowa tylko po to, by mówić, skoro oświadczył, że ma przestać, gdyby nie została pociągnięta gdzieś w głąb ogrodu. Na całe szczęście, akurat ze sprawnością fizyczną Brenna nigdy nie miała problemów, a buty, które nosiła tego dnia, też nie były na wysokim obcasie, nadążyła więc za chłopakiem bez większych problemów. Niezbyt przejęła się, że gdzieś ją za sobą ciągnie – z typową dla szesnastolatki brawurą uważała, że nie musi się bać niczego poza tym nigdy nie bała się Vincenta Prewetta, nawet wtedy, kiedy chwilę wcześniej rozwaliła mu nos, a on omal nie połamał jej żeber. Jego postura, miny i pozorowanie na groźnego draba w teorii powinny odstraszać i pewnie odstraszały większość populacji, ale ona jakoś reagowała na nie po prostu odruchową złośliwością, jaką zwykle stosowałaby wobec kogoś znanego od wielu, wiele lat.
Poza tym dokądkolwiek szli, grunt, że z dala od sali balowej i tych wszystkich nudnych, dorosłych rozmów.
– Matko i córko, żony, ile ty masz lat? Dziewiętnaście? A tak mentalnie to eeee, może z dziewięć, co? Twój brat na głowę upadł, czy jak, że chce cię już posyłać przed ołtarz? – zdumiała się szczerze, bo jeszcze nie była w pełni świadoma, jak bardzo Edward dręczył pod tym względem Vincenta: w końcu odkąd Prewett opuścił Hogwart mieli mniej kontaktu, a w samej szkole to jednak w dzisiejszych czasach rzadko kogoś swatano. – No co ty, tata uważa, że was trzeba mieć na oku, to Prewettowie prędzej by jego nie zaprosili… ale zaproszenie dostała mama. Wiesz, ona jest z Potterów? Zdaje się, że mój dziadek i jakiś tam twój wuj kiedyś całkiem dobrze się dogadywali. To może być przez tę, no… czekaj, jak to mówiła babcia… „typowo potterowską, pewną pogardę do zasad”. Jestem pewna, że pod względem tej pogardy do zasad to mieli wiele wspólnego. Całkiem tu ładne. Teraz spróbujesz mnie utopić? – zapytała, kiedy przystanęli na granicy drzew. Rozejrzała się po okolicy – nie była zbyt zdziwiona tym, jak to wszystko wyglądało. Prewettowie w końcu byli bogaci i lubili te pieniądze chyba wykorzystywać po to, aby pokazywać, że… no cóż, mają je. – Bo jeżeli tak, to stanowczo protestuję, zepsuję sobie wtedy fryzurę do reszty.
Brenna dobre maniery, jak już sama wyjaśniła, znała całkiem dobrze. Gorzej, że niekoniecznie ich przestrzegała i jak na małolatę z Gryffindoru przystało: bywała aż nazbyt bezczelna. Dlatego kiedy on dmuchnął na nią dymem i papierosa wcisnął sobie w usta, ona po prostu bezceremonialnie rzeczonego papierosa mu zabrała i z pewną satysfakcją wdeptała go w ziemię.
– Jestem wyluzowana, to ty masz umrzeć w mękach nie. I „zamknij się”? Naprawdę sądzisz, że jak powiesz, żebym się zamknęła, to się zamknę? Co najwyżej będę mówiła dwa razy więcej, tylko dlatego, że chciałeś, żebym się zamknęła…
Pewnie wyrzucałaby z siebie kolejne słowa tylko po to, by mówić, skoro oświadczył, że ma przestać, gdyby nie została pociągnięta gdzieś w głąb ogrodu. Na całe szczęście, akurat ze sprawnością fizyczną Brenna nigdy nie miała problemów, a buty, które nosiła tego dnia, też nie były na wysokim obcasie, nadążyła więc za chłopakiem bez większych problemów. Niezbyt przejęła się, że gdzieś ją za sobą ciągnie – z typową dla szesnastolatki brawurą uważała, że nie musi się bać niczego poza tym nigdy nie bała się Vincenta Prewetta, nawet wtedy, kiedy chwilę wcześniej rozwaliła mu nos, a on omal nie połamał jej żeber. Jego postura, miny i pozorowanie na groźnego draba w teorii powinny odstraszać i pewnie odstraszały większość populacji, ale ona jakoś reagowała na nie po prostu odruchową złośliwością, jaką zwykle stosowałaby wobec kogoś znanego od wielu, wiele lat.
Poza tym dokądkolwiek szli, grunt, że z dala od sali balowej i tych wszystkich nudnych, dorosłych rozmów.
– Matko i córko, żony, ile ty masz lat? Dziewiętnaście? A tak mentalnie to eeee, może z dziewięć, co? Twój brat na głowę upadł, czy jak, że chce cię już posyłać przed ołtarz? – zdumiała się szczerze, bo jeszcze nie była w pełni świadoma, jak bardzo Edward dręczył pod tym względem Vincenta: w końcu odkąd Prewett opuścił Hogwart mieli mniej kontaktu, a w samej szkole to jednak w dzisiejszych czasach rzadko kogoś swatano. – No co ty, tata uważa, że was trzeba mieć na oku, to Prewettowie prędzej by jego nie zaprosili… ale zaproszenie dostała mama. Wiesz, ona jest z Potterów? Zdaje się, że mój dziadek i jakiś tam twój wuj kiedyś całkiem dobrze się dogadywali. To może być przez tę, no… czekaj, jak to mówiła babcia… „typowo potterowską, pewną pogardę do zasad”. Jestem pewna, że pod względem tej pogardy do zasad to mieli wiele wspólnego. Całkiem tu ładne. Teraz spróbujesz mnie utopić? – zapytała, kiedy przystanęli na granicy drzew. Rozejrzała się po okolicy – nie była zbyt zdziwiona tym, jak to wszystko wyglądało. Prewettowie w końcu byli bogaci i lubili te pieniądze chyba wykorzystywać po to, aby pokazywać, że… no cóż, mają je. – Bo jeżeli tak, to stanowczo protestuję, zepsuję sobie wtedy fryzurę do reszty.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.