Sytuacja na przestrzeni ostatnich tygodni, strasznie się popierdoliła. Nic nie było tak, jak być powinno. Zaczynając od zderzenia z rzeczywistością w postaci przekazaniu faktu o tym, kim był ojciec Stanleya. To tylko był mały pikuś, a może wręcz szczyt góry lodowej - element, który wystawał znad wody i o którym wiedziała Stella. A co było pod spodem? Wiele złego i jeszcze więcej kłamstw, które nie powinny były nigdy opuścić sfery umysłu Borgina. Z drugiej strony to też nie było najgorsze, ponieważ to przesłuchanie w Ministerstwie było niczym kotwica zarzucona za burtę, a on miał niejako pójść z nią na samo dno.
Nie dawał jednak po sobie nic poznać, a przynajmniej próbował to robić. Wszelkie pytanie odnośnie sytuacji w BUMie, sprowadzał do prostego stwierdzenia - "po staremu". Nie mówił nic o tym, że brygada stała się jego były miejscem pracy, a Nokturn przywitał go z otwartymi ramionami. Nie wszyscy musieli o tym wiedzieć, czyż nie?
Ilość problemów, które go teraz trapiły, nie spowodowały jednak tego, że przestał się opiekować Stellą. Nic z tych rzeczy. Nadal musiał mieć na nią oko, ponieważ ona tego potrzebowała - nawet jeżeli twierdziła inaczej. Nic więc dziwnego, że kiedys napomknęła o jakimś koncern u Slughornów, stwierdził że ją odbierze. To była idealna okazja do spędzenia odrobiny czasu razem.
Z własnej ciekawości przyszedł do tego zacnego przybytku wcześniej. Stanley chciał posłuchać koncertu jaki dawała tutaj Avery. Specjalnie ustawił się gdzieś w rogu, aby jej przypadkiem nie speszyć - zepsucie jej występu to była ostatnia rzecz, którą miał w planach tego wieczora.
Ludzie się zajęli sobą, część pewnie gdzieś wyszła na papierosa, inni ubierali swoje płaszcze. W wielkim skrócie przestali się interesować muzyką i zaczęli udawać się do wyjścia. Impreza przecież nie mogła trwać całą wieczność - musiała się kiedyś skończyć.
Kiedy nadarzyła się okazja, Borgin przemknął na zaplecze, tak aby przypadkiem nie niepokoić właściciela tego przybytku. Sprawnym ruchem zwędził nawet jakiegoś kwiatka z jednego stolika i pewny siebie otworzył drzwi od garderoby.
Przyglądał się Stelli przez krótką chwilę zanim odchrząknął. Nie chciał jej przestraszyć ale był bardzo prostą istotą, a to co widział - prosiło się o komentarz. O docenienie.
- Wspaniały koncert... - przyznał, opierając się o framugę. Zaraz jednak dostał jakiegoś spazmu na ośrodkowym układzie nerowym, skupiając swój wzrok na jednym elemencie, a tak naprawdę to na dwóch. Nice skwitował pod nosem - Jeżeli mam być szczery to... - przejechał językiem po zębach za zamkniętą buzią - Wierzę, że zawsze można znaleźć szczęście, nawet mając tyłek wielkości dwóch kuli do kręgli. - dodał bez pardonu, wpatrując się trochę bezczelnie w jej tyłek. Cel uświęcał środki ale to było warte ryzyka. Jak się tak jemu przyglądał to rozumiał ideę szczęścia, ponieważ tak właśnie wyglądało szczęście. Borgin mógł tak po prostu stać i się patrzeć - co mu było potrzebne więcej do życia?
- Oczywiście to była tylko taka głupia przenośnia. Zapewniam, że figura pierwsza klasa - wytłumaczył zaraz, chcąc chyba odrobinę podreperować swoją sytuację. Zdał sobie właśnie sprawę, że palnął to trochę bez pomyślunku, wszak został zaślepiony - to była narracja, którą był gotów kontynuować, aby się jakoś z tego wytłumaczyć - Ta ostatnia piosenka to była chyba jakaś znana? - zapytał z zainteresowaniem. Stojąc z tyłu słyszał jak kilka osób śpiewało coś pod nosem - zupełnie jakby byli na jakimś karaoke. Chcąc być szczerym, musiałby przyznać, że strasznie fałszowali ale nie wypadało mu zrobić chryi na tak wielkiej sali.
- To jeszcze dla Ciebie - wyjaśnił, wystawiając dłoń z kwiatkiem w jej kierunku. Nie były to może dalie ale lepszy rydz, niż nic? Tak mu się przynajmniej wydawało.
- Może moglibyśmy tutaj zostać skoro inni już się zawinęli? Właściciel tego lokalu nie powinien mieć chyba żadnego problemu z takim obrotem spraw, czyż nie? - posłał jej pytające spojrzenie. W końcu to Stella znała szefa tego przybytku. Dla Stanleya było tutaj wystarczająco miło i przytulnie, że nie widział sensu, aby iść gdzieś indziej. No bo co im było potrzebne do szczęścia? Butelka wina?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972