Robert miał całkowitą rację. Musiał się uspokoić. Nerwy, złość, nienawiść w niczym im teraz nie pomagały, a jedynie utrudniały całą sprawę. Tym bardziej kiedy to Stanley dał już się ponieść, a w jego głowie były tylko plany zemsty.
- Dobrze... Postaram się - nabrał powietrza w płuca, a następnie wypuścił je ciężko - Chwila, moment - poprosił, sięgając po szklankę. Pociągnął z jej łyka. Przymknął też oczy - odtwarzał to sobie, przypominał szczegóły. Nie chciał niczego pominąć. A więc to było tak... powtórzył w głowie, układając sobie prosty przebieg wydarzeń z tamtego dnia. Skłamałby mówiąc, że pamięta wszystko. Borgin był jednak przekonany, że pamięta wystarczająco, aby to wytłumaczyć.
- Tak, tak. Jeszcze sekunda - rzucił w odpowiedzi. Uniósł palec do góry, przeskoczył po kilku niewidocznych punktach, a na koniec pokiwał głową. Bardziej do samego siebie, niż do ojca, wszak ten nie wiedział przecież o co mu może chodzić - Jestem gotów. Zaraz zacznę - zapewnił. Zaciągnął się papierosem.
- Jak pewnie dobrze pamiętasz, transmutowaliśmy głowę w list. Tak, aby móc to jakoś po ludzku przetransportować bez wzbudzania niepotrzebnego zainteresowania. Zarówno w kwestii przeniesienia tego do mojego mieszkania, jak i następnie do Ministerstwa - przypomniał ich założenie - Nie było z tym problemów. Rano upewniłem się jeszcze, że czar wytrzyma do następne dnia. Kiedy miałem pewność, poczekałem do wczesnego popołudnia, ponieważ wtedy wypadał mój dyżur w Ministerstwie - kontynuował. Nie omieszkał jednak na jeszcze jednego buszka - Dotarłem tam, zebrałem kilka czy kilkanaście innych listów, paczek, czegokolwiek co trzeba było dostarczyć do Harper i to zrobiłem. Ukryłem nasz "prezent" wśród innych dokumentów i poszedłem - zgasił papierosa - Odbębniłem swoją robotę w Brygadzie i zawinąłem się na Beltane. Miałem tam przecież kolejne rzeczy do wykonania. Nie mogłem sobie pozwolić na chwilę zwłoki - skwitował, pukając się dłonią o podbródek. Trochę jakby starał sobie przypomnieć coś jeszcze.
- Zanim jednak to odstawiłem, upewniłem się, że nikogo nie ma w pomieszczeniu. Z listów zresztą zrobiłem stosik, więc każdy mógł się dołożyć ze swoimi papierami. Przed Beltane zresztą wszyscy chcieli się szybko uwinąć i czym prędzej ruszyć na polanę... - zauważył, dopijając swoją herbatę - I to chyba wszystko. Nic nie wzbudziło moich podejrzeń, nikt mnie też nie wypytywał wtedy o nic. Całkowite zero - dodał, wpatrując się w ojca.
Powiedział Mulciberowi wszystko o czym sam wiedział. Może było coś, co przeoczył? Teraz już było to pewne. Była w końcu ta osoba. Pojawiało się pytanie - czy był ktoś więcej?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972