Na usta cisnęło się jedno - zadałem chyba jakieś pytanie, czyż nie? Zapewne Borgin mógłby się wkurwić, a może tylko zdenerwować. Znał jednak Louvaina wystarczająco długo, aby wiedzieć jak bardzo bywał wkurwiający momentami. Który z nich zresztą nie był?
Nasłuchiwał komplementów odnośnie serwowanego tutaj trunku, nie komentując niczego. Dostał chwilę na zaznajomienie swoich kubków smakowych z tym jakże przepięknym napojem, licząc, że może przestawi mu to myślenie na odpowiednie tory. Bo jeżeli nie, cóż - będą musieli mu wraz z Francisem pomóc. To też nie było tak, że chcieli mu grozić czy skrzywdzić. Nic z tych rzeczy. Chcieli mu po prostu pomóc, ponieważ skleroza w tak młodym wieku, nie dawała zbyt wielkich rokowań na przyszłość. Skąd to wszystko wiedział Stanley? Bredził, wszak nie miał zielonego pojęcia o medycynie.
- Rozumiem - odparł, popijając łyka własnego trunku - Chodź. Przejdziemy do mojego biura - wskazał mu dłonią drogę na zaplecze, a następnie ruszył za nim. Skręcił pierwsza w prawo, otworzył drzwi i wszedł do środka. Zajął miejsce przy biurku, kładąc paczkę papierosów. Uprzednio jednak wziął jednego i go odpalił. Teraz mogli zacząć rozmowę.
- Chcesz mi powiedzieć... - zaczął, zaciągając się papierosem - Że nasyłasz jakichś oprychów na Ataraxię... Po to, aby stworzyć dogodne warunki do włączenia Ambrosii w nasze kręgi? - zapytał, bo chyba się kurwa przesłyszał. Bardzo dobrze znał tę zagrywkę ale wykorzystywać ją przeciwko swoim ludziom? To akurat był cios poniżej pasa - dla wszystkich stron. Rosie miała przecież własny rozum, spaczony przez wróżbiarstwo ale nadal - była istotą myślącą i wychodziło jej to dużo lepiej, niż 90% społeczeństwa. Borgin wiedział, że ona wiedziała, że on wie, że... wiadomo o co chodzi. Po prostu McKinnon na pewno wiedziała z kim należy trzymać i dlaczego akurat ze zwolennikami Czarnego Pana.
- To teraz drugie pytanie. Mówisz, że oszczędziłeś sobie kłopotu z pochylaniem się nad problemem mieszańca... - przeniósł wzrok na Lestrange'a - A to przypadkiem nie działa tak, że jeżeli zaczniesz coś działać w danym temacie to robisz sobie kłopotu? Bo wiesz... jeżeli chciałeś sobie oszczędzić kłopotu to kazałbyś komuś innemu nasłać zbirów na Rosie i komuś innemu ją obronić... Bo tak to... Wiesz Lou, nie? - pociągnął łyka piwa - Robisz trochę kurwę z logiki, a ona nie bardzo to lubi - pokiwał głową do przyjaciela, raz za razem zaciągając się papierosem.
- A co jeżeli te oprychy okazałyby się zbyt silne czy cokolwiek? Wtedy naraziłbyś również mnie na uszczerbek na zdrowiu czy jakieś straty wizerunkowe? - dodał. O kwestie finansowe się nie martwił. Louvain był tak nieprzyzwoicie bogaty, że miałby z czego oddać na nową posadzkę w tej jakże pięknej instytucji zwanej "Głębiną".
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972