"Ence pence, chuj ci w ręcę Hades" - to była jedyna prosta rzecz z którą mieli styczność tego dnia. Ten dryblas już do reszty był przekręcony. Im dłużej trwała ich walka, tym Stanley stawał się bardziej przekonany, że są w głębokiej D.
Rosie starała się ile mogła - nie dało się ukryć. Nie dało się też ukryć, że pojedynek z Hadesem to była prawdziwa udręka. Jeżeli się nie rzucał do ludzi, rozstawiając ich po kątach to robił jakieś szczupaki czy kij wie co innego. To jednak nadal nie było najgorsze. Jego przepiękny umysł, nieskażony większym wysiłkiem intelektualnym, wpadł na pomysł jakim było zaprzyjaźnienie twarzy Borgina ze świecznikiem. Trzeba było przyznać - zasługiwał na największe oklaski i piękne noty za lot z telemarkiem.
W wielkim skrócie - Stanley musiał działać albo zaraz Ambrosia będzie zmuszona go wieźć do świętego Munga na szycie mordy. Równanie było proste. Coś metalowego z dodatkiem siły męża Persephony równało się tylko jednemu - bombą na bani i zakończonym baletem. I pomyśleć, że oni nawet nie zaczęli tańczyć! No chyba, że próbu unikania Hadesa można uznać za taniec, wtedy pierwszy taniec mieli za sobą i mogli przejść do ciekawszych zajęć.
Borgin czym prędzej spróbował transmutować świecznik w coś przyjemniejszego. Padło na gąbkę - taką zwykła i prostą. Pierwsza próba zakończyła się fiaskiem ale druga sukcesem. Dzięki Merlinowi odetchnął z ulgą pod nosem, chociaż musiał przyznać, że był to najsilniejszy cios gąbką, który kiedykolwiek dostał. Zważając na fakt, że nie dostał żadnego wcześniej - ten był pierwszy, jedyny i najmocniejszy na raz. Gdyby mieli bardziej przyjemną atmosferę, to mógłby mu uścisnąć dłoń i pogratulować. Może nawet dać jakiś dyplom? Kto wie.
Jak wyglądała teraz sytuacja? Hades był wkurwiony. Rosie była wkurwiona. Stanley też już zaczynał być wkurwiony. Jedno, wielkie wkurwienie. Świecznik rozwalony, kula rozwalona, morda Stanleya w całości. No! To był jakiś plus tej całej sytuacji. Mogli się już rozejść?
Borgin posłał spojrzenie McKinnon. Trochę jakby chciał jaj posłać sygnał S.O.S. - mogło mu też chodzić o sygnał SOS(!), chociaż nie jedli teraz żadnego makaronu, a szkoda. Wniosek prosty - chodziło o pomoc.
- Hades, ostatnia szansa. Zaraz będzie nieprzyjemnie. Nie każ mi sprowadzać Ciebie do parteru - ostrzegł. Cruciatus nie wybierał i wszystkich traktował tak samo... Pomyśleć tylko jak ten Nokturn wpłynął na Stanleya - masakra. Nagle stał się dobroduszny i wspaniały? Nie. Po prostu musiał się ratować przed wizytą w szpitalu, więc nie pozostało mu nic innego, niż ostatnia próba przemówienia mu do rozsądku.
Dwie próby na przemianie świecznika w gąbkę. Korzystam z transmutacji.
Akcja nieudana
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972