Nie mógłby się całkiem odciąć od towarzystwa, chociaż teraz zamiast czerpać tylko przyjemność z brylowania w nim to czuł się zmęczony. Dlatego w końcu się wycofał do tego kącika i przyglądał się, jak kobieta wciskała pojedyncze klawisze. Nikogo to nie interesowało - brzdąkała tak od jakiegoś czasu, nie byli to na tyle ładne, żeby słuchać, ale też nie bolało w uszy żeby je zatykać i kazać przestać. Więc coś tam próbowała zagrać. I tylko on i William wiedzieli, że kobieta starała się cicho i bez większej atrakcji zagrać jeden z piękniejszych, zdaniem Laurenta, utworów czasów doczesnych. Wcale się nie dziwił, że Amy, bo tak na niewiastę wołali, nie znała go - sporej ilości osobom był nieznajomy, z którymi akurat Laurent rozmawiał na temat muzyki.
Jak to bywa w takim małym gronie - kiedy podchodzi do ciebie ktoś to rozmowa nagle ucicha, śmiechy nie wybrzmiewają i tylko zdziwione albo zaciekawione spojrzenia są na tę osobę kierowane. W tym wypadku miało to o wiele bardziej elegancki wydźwięk, ale każdy nieco popił - Laurent też pozwolił sobie na parę łyków, bo w przeciwieństwie do Philipa nie unikał picia. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się słodko, z nieco rumianymi policzkami.
- Amy, zaśpiewasz nam? - Podpytał rozweselony William, przysuwając do swoich warg lampkę z kolorowym drinkiem.
Laurent uśmiechnął się szerzej, ale spojrzał na Williama z lekkim wyrzutem. Z o wiele większym wyrzutem Amy spojrzała na niego Amy, a potem na samego Philipa. Nic jednak nie powiedziała. Nie musiała. Jej spojrzenie pewnie by go zamroziło, gdyby nie uśmiech półgębkiem sugerujący, że może nawet trochę ją to rozbawiło. Nie pozostawiało zaś złudzeń, że wesołe towarzystwo pomyślało o czymś innym niż stricte ŚPIEWANIU.
- Wyszło ci to bardzo dobrze. - Zachichotał Laurent.