Nicholas nie spodziewał się, że już po ponad tygodniu dostanie od kuzyna zaproszenie do Głębiny. Powodem okazało się, że miał pewnego gościa, którego należałoby przesłuchać? Nakłonić do współpracy? Skoro jest mu potrzebny, to pewnie z jakiegoś powodu Stanleyowi nie udało się go przekonać. Ani nikomu, kogo miał bardziej pod ręką. Nie widział powodu, aby odmawiać. Upewnił się jeszcze odnośnie swoich planów, kiedy będzie mu pasowało zawitać do Głębiny. A wtedy odesłał mu zwrotną wiadomość.
Zgodnie z zapowiedzią, Nicholas zjawił się w znanym sobie miejscu. Teleportując w pobliżu lokalizacji, mając na sobie zwyczajną czarną szatę z kapturem. Aby nie rzucać się za bardzo w oczy, że pojawia na ulicach Podziemnych Ścieżek.
Trzeba przyznać, że odpowiednio został przywitany i od razu zaprowadzony do konkretnego pomieszczenia. Kolejna niespodzianka? Stanley już przygotowany czekał na niego z papierosami i alkoholem.
- Rzekłbym, że jakiś tydzień.Stwierdził w odpowiedzi na jego radosne powitanie, przy którym uścisnął jego dłoń. Zdejmując kaptur, a po chwili swoją szatę, od razu Nicholas rozejrzał się po wnętrzu miejsca, gdzie się znajdowali, kogo mieli na krześle unieruchomionego. Nim jednak przejdą do sedna sprawy, przeniósł wzrok na to, co proponował mu Stanley. Za dużego wyboru nie było, nie narzekał.
- Może być alkohol.
Jedna szklaneczka mu nie zaszkodzi. Umiał delektować się smakiem dobrego wina, whisky czy drinka na całe spotkanie. Szatę odłożył gdzieś na bok. Może na inną wolną skrzynię?
- Co tak właściwie zrobił, że go tutaj trzymasz?
Zapytał z nutą obojętności, neutralności. Aby mieć szerszy wgląd na sytuację. Wiedzieć, co mieliby zrobić. Co on, miałby uczynić. Czego tak właściwie od niego Stanley oczekuje? Jak daleko może sobie pozwolić z przesłuchaniem? Czy samo spojrzenie w oczy śmierci by wystarczyło za wystraszenie osobnika? Skoro Nicholas był chodzącą taką istotą o czarnej niemal aurze. Ubierającego się dość często w czerń, tak jak dzisiaj. Mając mroczny znak ukryty pod zaklęciem maskującym.