Nie wydawał się być zdenerwowany odmową - wręcz przeciwnie, zrobił się zaczepny, bo podejście Viorici go najzwyczajniej w świecie rozbawiło.
- Kurwa, nawet na takiej imprezie będę ostatnim wyborem? - W nieco teatralny sposób pokręcił głową z udawanym brakiem wiary w samego siebie. - Jeszcze kiedyś ustawisz się do mnie w kolejce. Narazie jest tam aż jedna osoba. - Mówił o Fontaine, bo była przecież jego dziewczyną, ale to przecież było paskudne kłamstwo, bo od lat nie próżnował w dobieraniu sobie coraz to dziwniejszych partnerów, a na powodzenie nigdy nie narzekał. Zamfir pewnie zdziwiłaby się jak dobre można było mieć znajomości w Ministerstwie Magii, kiedy Kanclerz Skarbu okazywał się być gejem łasym na uwagę typów spod ciemnej gwiazdy.
- Wycenisz durnoctwa, które Furfur kazała mi załatwić, bo... - Chyba nie powinien jej tego tłumaczyć, więc odchrząknął. - Nie wiem, na pewno ma jakieś powody. - Na tym etapie sam jeszcze nie wiedział, że przyniesione jej składniki alchemiczne okażą się ostatnią cegłą prowadzącą do ich rychłego rozstania. Bo naiwnie wierzył wciąż w jakąś nieistniejącą od lat iskierkę dobra, jaka każe jej powstrzymać się przed kolejnymi krokami ku ostatecznej upadłości, ale jak się później okazało czarna magia tak nie działało - kiedy już w nią wsiąknąłeś, zaczynało brakować ci hamulców.
A na to pytanie, czy będzie miał kłopoty... No po prostu nie mógł znowu się nie zaśmiać.
- Vior, spójrz na mnie i zadaj to pytanie jeszcze raz. - Wydawało mu się, że jego wygląd miał wyjaśniać absolutnie wszystko, ale nie licząc tendencji do noszenia ze sobą broni, Crow wyglądał jak bardzo smutny kundel, może jakiś artysta, niekoniecznie od razu ktoś wyjęty spod prawa. - Pomogę ci, ale jeżeli jutro się nie pojawię, to pewnie zdechłem. I absolutnie nikogo to nie zdziwi. To, że życie spisało mnie na straty już dawno to coś, czego powinnaś być świadoma. - Wcale nie potrzebował Viorici do tego, żeby zaakceptować już dawno ryzyko rychłej śmierci z ręki kogoś na Ścieżkach, a Dante nienawidził Fontaine od tylu lat, że gdyby tylko miał okazję, pozbyłby się jej utrzymanka natychmiast. Jedynym co utrzymywało go przy życiu było to, że na ten moment oboje bali się skoczyć sobie do gardeł, żeby nie obrócić w ruinę tego, co zdążyli zbudować. Byli jak dwójka najsilniejszych graczy w Monopoly - nie chcieli kończyć tej gry bez pewności, że ich imperium pozostanie nienaruszone.
Odkryj wiadomość pozafabularną
- Kurwa, nawet na takiej imprezie będę ostatnim wyborem? - W nieco teatralny sposób pokręcił głową z udawanym brakiem wiary w samego siebie. - Jeszcze kiedyś ustawisz się do mnie w kolejce. Narazie jest tam aż jedna osoba. - Mówił o Fontaine, bo była przecież jego dziewczyną, ale to przecież było paskudne kłamstwo, bo od lat nie próżnował w dobieraniu sobie coraz to dziwniejszych partnerów, a na powodzenie nigdy nie narzekał. Zamfir pewnie zdziwiłaby się jak dobre można było mieć znajomości w Ministerstwie Magii, kiedy Kanclerz Skarbu okazywał się być gejem łasym na uwagę typów spod ciemnej gwiazdy.
- Wycenisz durnoctwa, które Furfur kazała mi załatwić, bo... - Chyba nie powinien jej tego tłumaczyć, więc odchrząknął. - Nie wiem, na pewno ma jakieś powody. - Na tym etapie sam jeszcze nie wiedział, że przyniesione jej składniki alchemiczne okażą się ostatnią cegłą prowadzącą do ich rychłego rozstania. Bo naiwnie wierzył wciąż w jakąś nieistniejącą od lat iskierkę dobra, jaka każe jej powstrzymać się przed kolejnymi krokami ku ostatecznej upadłości, ale jak się później okazało czarna magia tak nie działało - kiedy już w nią wsiąknąłeś, zaczynało brakować ci hamulców.
A na to pytanie, czy będzie miał kłopoty... No po prostu nie mógł znowu się nie zaśmiać.
- Vior, spójrz na mnie i zadaj to pytanie jeszcze raz. - Wydawało mu się, że jego wygląd miał wyjaśniać absolutnie wszystko, ale nie licząc tendencji do noszenia ze sobą broni, Crow wyglądał jak bardzo smutny kundel, może jakiś artysta, niekoniecznie od razu ktoś wyjęty spod prawa. - Pomogę ci, ale jeżeli jutro się nie pojawię, to pewnie zdechłem. I absolutnie nikogo to nie zdziwi. To, że życie spisało mnie na straty już dawno to coś, czego powinnaś być świadoma. - Wcale nie potrzebował Viorici do tego, żeby zaakceptować już dawno ryzyko rychłej śmierci z ręki kogoś na Ścieżkach, a Dante nienawidził Fontaine od tylu lat, że gdyby tylko miał okazję, pozbyłby się jej utrzymanka natychmiast. Jedynym co utrzymywało go przy życiu było to, że na ten moment oboje bali się skoczyć sobie do gardeł, żeby nie obrócić w ruinę tego, co zdążyli zbudować. Byli jak dwójka najsilniejszych graczy w Monopoly - nie chcieli kończyć tej gry bez pewności, że ich imperium pozostanie nienaruszone.
Pociągowy.
@Viorica Zamfir
@Viorica Zamfir Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.