Zadowolony klient to skarb dla danego sklepu. Być może Pan Bletchley nie spodziewał się takiej obsługi, zakładając, że wyjdzie tylko z dwiema książkami, a nie kilkoma. Tristan przez swoją pracę w księgarni, układaniu książek zapamiętywał gdzie znajdują się jakieś tytuły oraz gatunki. Czytając jedynie skrócone opisy, łatwiej było mu też coś polecić.
Emmet, przyjął wybrane książki i zaczął zliczać każdy egzemplarz, podając Tristanowi do schowania. Dało to także czas klientowi na wypełnienie formularza, który Tristan od niego odebrał. Choć sam nie był pewny, czy chciałby wracać do Ministerstwa Magii, choćby tylko w celu dostarczenia towaru. Im mniej się tam pojawiał, lepiej było dla jego psychiki. Być może inna osoba je dostarczy na miejsce.
Emmet podał kwotę do zapłaty, która mogła wynieść parędziesiąt knutów. Wliczając w to także egzemplarze zamówione naprzód, których nie mieli na miejscu. Tristan zajął się zatem papierową sprawą, aby do adresu dopisać egzemplarze, które zamówił u nich Bletchley, aby pamiętać o wysłaniu ich do niego. Następnie udał na zaplecze, aby odłożyć dokument na miejsce innych zleceń. Oczekujących na finalizację.
Kiedy formalności i opłata zostały dokonane, Pan Bletchley zadowolony z siatką nowych książek opuścił księgarnię. Tristan wrócił na powrót do regałów, aby zająć się dalszym porządkowaniem. W między czasie przewinęło się kilka innych klientów, w tym nawet matka z dzieckiem. Tristan widział tę małą dziewczynkę, która przeglądała książki z najniższych półek. Ale upatrzyła sobie coś innego, czego nie mogła dosięgnąć. Podszedł do niej, zdjął książeczkę i uprzejmym uśmiechem jej podał. Ta popatrzyła na niego trochę wystraszona, ale odwzajemniła uśmiech. Ta książeczka się jej podobała, bo miała ładną okładkę. Pobiegła do mamy, naciskając żeby jej kupiła. Bo ten pan jej podał. Kobieta wyglądała na zamożną, choć starała się nie rozpieszczać swojego dziecka, to pozwoliła jej na jedną książeczkę. To w sumie lepsze niż kolekcja porcelanowych lalek, niemieszących się już na małym dziecięcym regale. Siedzących już na łóżku.
Obserwował je przez moment, aż po dokonaniu zapłaty, opuściły sklep. Zastanawiał się przez moment, czy i jemu kiedyś dane będzie mieć swoje dzieci. Spojrzał na regał z książkami. Ale wiedział, że raczej żadnemu swojemu synowi czy córce, niczego nie przeczyta. Westchnął i wrócił do swoich obowiązków, aby się za bardzo tym nie zadręczać.