Yaxley sama często wybierała przemoc, tyle, że wiedziała wobec kogo powinna ją stosować, odpalała się często za szybko, za bardzo, ale nie mogła przy tym pozwolić na takie reakcje, bo wiedziała, jak może się to skończyć. Nie chciała uszkodzić na stałe nikogo ze swoich bliskich, nie wybaczyłaby sobie tego, a w jej przypadku naprawdę niewiele było do tego trzeba. Była większa od praktycznie wszystkich osób, które znała, miała też zdecydowanie więcej pary w rękach, musiała się pilnować, nauczona doświadczeniem postawiła więc tutaj granicę.
- Nie jesteś jedyna, oni umieją wkurwić. - Sięgnęła po szluga i wsadziła go sobie do ust. Odpaliła go swoją srebrną, mugolską zapalniczką Zippo, zaciągnęła się dymem głęboko, przyjemnie łaskotał ją w płuca, uwielbiała ten cholerny nałóg.
- Jako szukająca możesz udawać, że ich nie widzisz i bardzo zwinnie zepchnąć z miotły. - Może pałkarze faktycznie mieli nieco prostsze zadanie, jednak każdy na boisku mógł przyłożyć przeciwnikowi, zawsze znajdzie się ku temu okazja, na przyszłym meczu na pewno z niej skorzystają.
- Spalmy i chodźmy na piwo, nie chce, żeby znowu ktoś doniósł do mojego ojca, że jaram, będę musiała wysłuchiwać litanii o tym, że jako łowca powinnam potrafić się schować. - Piwo zawsze było wybornym pomysłem.