02.04.2024, 15:33 ✶
W środku stodółka była jak najbardziej normalna, można powiedzieć mugolska. W zagrodzie odpoczywał koń, liżąc i nadgryzając zawieszoną sążnistą białą kostkę soli. Zaraz przy wejściu do drewnianego relingu przywiązane były dwie kozy: czarna i biała, które z zaciekawieniem łypały swoimi oczami znaczonymi prostokątną źrenicą na swojego gościa. Samuel rozczesywał palce skołtunioną grzywę drugiej z nich, oczyszcając przy okazji rogi zasuszonych trawek, które zdobyła podczas dzisiejszych wojaży lub podwieczornej wyżerki. Biała z kolei od progu rzuciła się do Isaaca, by podżerać mu spodnie.
Samuel podniósł się z kolan i skinął głową wskazując drewnianą ławkę obok niewielkiego regału z narzędziami. Co dłuższe grabie i łopaty zawieszone były na zdecydowanie świeżych hakach. Na jednym z nich wisiała też płócienna torba wypełniona niewielkimi podłużnymi szpargałami odciskającymi się na materiale. Jedynym światłem był sierp księżyca i słabowita aura dochodząca zza baru małomiasteczkowej zapalonej latarni.
"Gospodarz" nie kłopotał się zapaleniem innego światła, próżno z resztą było szukać tu lampy. Zamiast tego bez słowa poszedł dwa kroki w głąb przybytku i uwalił się na słomie zebranej w kącie przeciwnym do boksu z koniem. Daszek szopy był spadzisty, widać było belki stropu, gdzieś pod dachówką kotłowały się w gnieździe jaskółki. Samuel nawet nie przykrył się derką, na relatywnie jasnej plamie siana próżno było szukać koca.
Samuel podniósł się z kolan i skinął głową wskazując drewnianą ławkę obok niewielkiego regału z narzędziami. Co dłuższe grabie i łopaty zawieszone były na zdecydowanie świeżych hakach. Na jednym z nich wisiała też płócienna torba wypełniona niewielkimi podłużnymi szpargałami odciskającymi się na materiale. Jedynym światłem był sierp księżyca i słabowita aura dochodząca zza baru małomiasteczkowej zapalonej latarni.
"Gospodarz" nie kłopotał się zapaleniem innego światła, próżno z resztą było szukać tu lampy. Zamiast tego bez słowa poszedł dwa kroki w głąb przybytku i uwalił się na słomie zebranej w kącie przeciwnym do boksu z koniem. Daszek szopy był spadzisty, widać było belki stropu, gdzieś pod dachówką kotłowały się w gnieździe jaskółki. Samuel nawet nie przykrył się derką, na relatywnie jasnej plamie siana próżno było szukać koca.