Maliny nie byłyby pierwszym wyborem Nory. Wolała ich niedocenianie kuzynki, którymi były jeżyny, jej zdaniem miały wyraźniejszy smak, jakoś od zawsze, to za nimi przepadała bardziej. Ludzie jednak zazwyczaj wybierali maliny, dlatego też, to właśnie je musiały dzisiaj przygotować.
Uniosła powoli wzrok, gdy usłyszała słowa Aveliny. Niedobrze, bardzo niedobrze. Rookwood, to nigdy nie wróżyło nic dobrego. Myślała, że o nim zapomniała, że to już za nią, jak widać, ona również nie potrafiła zapomnieć. Kurwa, dlaczego nie miały szczęścia do facetów, i ona i Ave były idealnymi materiałami na żony, na partnerki, tylko, że nie miały szczęścia w miłości, może to jakaś rodzinna klątwa?
- Musisz na niego uważać Słońce, namiesza ci w głowie, a później znowu cię zostawi. - Łatwo było jej mówić, ale musiała być rozsądna, przynajmniej w tym momencie. Avelina potrzebowała jej wsparcia.
Poszła zamieszać te nieszczęsne truskawki, jednak nie potrafiła przestać myśleć o słowach kuzynki. Przeraziła ją ta informacja, zważając na to, że cóż, o ich rodzinie chodziły różne plotki, nieszczególnie dobre, Brenna na spotkaniu Zakonu ostrzegała przed tą rodziną. Sama niby miała sentyment do Sauriela, jednak nie kontaktowała się z nim szczególnie często.
- Nie przekażę mu żadnych informacji, ale nie możesz pozwolić mu być obok, wiem, że łatwo się mówi, ale musisz się odciąć, zupełnie. - Jeśli trzeba będzie to sama się z nim skonfrontuje.
Dziewczęta gawędziły jeszcze długo, dzielnie przygotowując przy tym przetwory, aż wreszcie skończyły i mogły dokończyć również butelkę alkoholu od wujka.