02.04.2024, 18:57 ✶
Krótki opis przypadku oraz podstawowe dane Nikolaia - brew Florence zadrgała, gdy Bulstrode zerkając na nie zorientowała się, że karta pacjenta nie jest pełna i dopiero dopisek o obcokrajowcu sprawił, że nie zaczęła snuć planów mordu na osobach odpowiedzialnych za te braki – dotarły do gabinetu uzdrowicielki na chwilę przed chłopakiem. Został zaproszony do środka po tym, jak pomieszczenie opuściły asystentka i poprzednia pacjenta: kobieta w średnim wieku, która wchodząc chwilę wcześniej do gabinetu miała na czole kilka niewielkich muchomorków. Muchomory znikły, ale sądząc po cierpiętniczej minie, wizyta nie należała do tych przyjemnych.
Gabinet od innych w klinice różnił się tylko jednym. Był absolutnie, sterylnie czysty. Ściany, w niektórych pomieszczeniach odrapane, tutaj wyglądały na przemalowane stosunkowo niedawno (zrobiła to sama Florence, kilka miesięcy temu, nie mogąc znieść tych wszystkich pęknięć w farnie), podłogę bez wątpienia regularnie szorowano za pomocą jakichś zaklęć, i nawet papiery oraz przybory do pisania na biurku były ułożone bardzo równo, w pudełkach i przegródkach.
- Pan Petrov. Proszę siadać - zarządziła Florence na jego widok, podnosząc się zza biurka i wskazując mu kozetkę. Była kobietą po trzydziestce, średniego wzrostu, o bladej twarzy, jasnych, chłodnych oczach i kasztanowych włosach, zebranych w bardzo ciasny warkocz. Odziana w szatę uzdrowicielki, idealnie czystą i potraktowaną zapewne zaklęciem prostującym, poruszała się nieśpiesznie. Zmierzyła Nikolaia spojrzeniem od stóp do głów: powód jego wizyty był raczej jasny... Przed podjęciem terapii najlepiej było uzupełnić wszystkie dane pacjenta, w pierwszej kolejności magomedyczka chciała jednak upewnić się, że stan Petrova nie jest na tyle poważny, by wymagał pilnej interwencji.
- Jakieś inne problemy poza tym najbardziej oczywistym? - spytała od razu przechodząc do rzeczy. Kolory na jego szyi i dłoniach od razu rzucały się w oczy, ale nie mogła wykluczyć, że były zaledwie efektem ubocznym jakiejś znacznie poważniejszej przypadłości. Głos miała bardzo spokojny, a ton rzeczowy. - Jak do tego doszło?
Istniało co najmniej kilka sposobów, na które można było zafundować sobie zmianę barw. W większość zaangażowane byłyby eliksiry, ale wtedy nie posłano by go na to piętro. Florence wyciągnęła więc różdżkę i wyszeptała zaklęcie, mające pokazać ślady magii, które osiadły na chłopaku. Jeżeli miała rację, co do możliwej przyczyny, to pył wyczarowany przez zaklęcie powinien skoncentrować się wokół jego rąk...
Gabinet od innych w klinice różnił się tylko jednym. Był absolutnie, sterylnie czysty. Ściany, w niektórych pomieszczeniach odrapane, tutaj wyglądały na przemalowane stosunkowo niedawno (zrobiła to sama Florence, kilka miesięcy temu, nie mogąc znieść tych wszystkich pęknięć w farnie), podłogę bez wątpienia regularnie szorowano za pomocą jakichś zaklęć, i nawet papiery oraz przybory do pisania na biurku były ułożone bardzo równo, w pudełkach i przegródkach.
- Pan Petrov. Proszę siadać - zarządziła Florence na jego widok, podnosząc się zza biurka i wskazując mu kozetkę. Była kobietą po trzydziestce, średniego wzrostu, o bladej twarzy, jasnych, chłodnych oczach i kasztanowych włosach, zebranych w bardzo ciasny warkocz. Odziana w szatę uzdrowicielki, idealnie czystą i potraktowaną zapewne zaklęciem prostującym, poruszała się nieśpiesznie. Zmierzyła Nikolaia spojrzeniem od stóp do głów: powód jego wizyty był raczej jasny... Przed podjęciem terapii najlepiej było uzupełnić wszystkie dane pacjenta, w pierwszej kolejności magomedyczka chciała jednak upewnić się, że stan Petrova nie jest na tyle poważny, by wymagał pilnej interwencji.
- Jakieś inne problemy poza tym najbardziej oczywistym? - spytała od razu przechodząc do rzeczy. Kolory na jego szyi i dłoniach od razu rzucały się w oczy, ale nie mogła wykluczyć, że były zaledwie efektem ubocznym jakiejś znacznie poważniejszej przypadłości. Głos miała bardzo spokojny, a ton rzeczowy. - Jak do tego doszło?
Istniało co najmniej kilka sposobów, na które można było zafundować sobie zmianę barw. W większość zaangażowane byłyby eliksiry, ale wtedy nie posłano by go na to piętro. Florence wyciągnęła więc różdżkę i wyszeptała zaklęcie, mające pokazać ślady magii, które osiadły na chłopaku. Jeżeli miała rację, co do możliwej przyczyny, to pył wyczarowany przez zaklęcie powinien skoncentrować się wokół jego rąk...