02.04.2024, 19:42 ✶
To brzmiałoby niemal jak apolliński dar prekognicji, a może po prostu matra powróciła i zbyt wiele osób życzyło właśnie terapii Mills, albo też jakiś egzorcyzmów, skoro dekadę później na kilka miesięcy zamknięto ją w Lecznicy Dusz...
Tymczasem jednak teraz para nastolatków przebywała wciąż w damskiej łazience, a dziewczyna prawie w ogóle nie słuchała bzyczenia Isaaca ponad konieczny sens jego wypowiedzi. Zaśmiała się złowieszczo, jakby wcale nie nosiła czerwonych a zielone barwy. Pochyliła się nad niewidzialnym trupem w miejscu, które wskazała wcześniej niczym padlinożerczy ptak, jej totemiczne zwierzę przyglądając się własnemu wyobrażeniu i opowiadając ściszonym głosem.
– Ona nie umarła od łyżki wody o nie... Ten który ją znalazł a mi opowiedział o tym, był wtedy prefektem. Usłyszał krzyk, a gdy wpadł do łazienki zobaczyć co się stało, ujrzał ją zdrętwiałą i nieruchomą bladą jak ściana...– tu na razie nie rozmijała się z prawdą, ale cóż.. wyobraźnia popłynęła dalej. Może to przez te nieprzespane noce. – I dostrzegł dwie ziejące dziury w oczodołach a nigdzie, nigdzie przenigdzie nie było ani kropli krwi. Zasuszone, wypalone oczy... potem gdy cieli ją na kawałki próbując w rozpaczy rodziców i bliskich ustalić przyczynę zgonu, znaleźli je w nienaruszonym żołądku, jakby sama je pożarła... A wiesz czego nie znaleźli? – odwróciła się do Isaaca, patrząc na niego dziko złocistymi kocimi oczami, skradając się nagle w jego kierunku, jakby sama była zainteresowana wepchnąć mu oczy w twarz na tyle szeroko rozchyloną by nie uszkodzić galaretowatych gałek...
Tymczasem jednak teraz para nastolatków przebywała wciąż w damskiej łazience, a dziewczyna prawie w ogóle nie słuchała bzyczenia Isaaca ponad konieczny sens jego wypowiedzi. Zaśmiała się złowieszczo, jakby wcale nie nosiła czerwonych a zielone barwy. Pochyliła się nad niewidzialnym trupem w miejscu, które wskazała wcześniej niczym padlinożerczy ptak, jej totemiczne zwierzę przyglądając się własnemu wyobrażeniu i opowiadając ściszonym głosem.
– Ona nie umarła od łyżki wody o nie... Ten który ją znalazł a mi opowiedział o tym, był wtedy prefektem. Usłyszał krzyk, a gdy wpadł do łazienki zobaczyć co się stało, ujrzał ją zdrętwiałą i nieruchomą bladą jak ściana...– tu na razie nie rozmijała się z prawdą, ale cóż.. wyobraźnia popłynęła dalej. Może to przez te nieprzespane noce. – I dostrzegł dwie ziejące dziury w oczodołach a nigdzie, nigdzie przenigdzie nie było ani kropli krwi. Zasuszone, wypalone oczy... potem gdy cieli ją na kawałki próbując w rozpaczy rodziców i bliskich ustalić przyczynę zgonu, znaleźli je w nienaruszonym żołądku, jakby sama je pożarła... A wiesz czego nie znaleźli? – odwróciła się do Isaaca, patrząc na niego dziko złocistymi kocimi oczami, skradając się nagle w jego kierunku, jakby sama była zainteresowana wepchnąć mu oczy w twarz na tyle szeroko rozchyloną by nie uszkodzić galaretowatych gałek...